18 sty 2015

Rok+++

Cóż napisać po dwóch latach nieobecności na tym blogu. Wypadłam już nawet z wprawy, co i jak się pisze. Stylistyka spoko, gramatyka spoko, ortografia też, tylko reszta siada. Czyli siada sam sens.
Ciekawe, że człowiek kiedyś tak potrafił się rozwinąć, a teraz wszystko przeszkadza. Nie wiem czy to ze mną coś nie gra, czy może wszyscy inni są jacyś pojebani. Może powinnam się zamknąć
w domu, w swoim pokoju i nie wychodzić, by wyszło wszystkim na dobre. 
Są chwilę, że moje szczęście jest gdzieś mega-wysoko... Są chwile, że nie ma go w ogóle. Może własnie teraz, może właśnie wczoraj, może właśnie jutro. 
Ciekawe, że potrafię powiedzieć coś, co rani. Ciekawe, że rani pijanego, cienkiego człowieka. Ciekawe, że nie powiedziałam nic nowego. Nie chce mi się cholera. NIE CHCE MI SIĘ CHOLERA. Jest za głośno, za cicho, za wolno, za szybko, za ciepło i za zimno. Za nudno i za ciekawie, za smutno i za wesoło... Wszystkie dni są takie same, wszystkie noce niczym się nie różnią, wszystkie minuty płyną nieubłaganie do przodu, a ja wyjątkowo chcę być sama. 
Denerwuje mnie głos z drugiego pokoju, każdy z osobna mimo, że to są osoby mi bliskie. Nie mamy o czym rozmawiać, nie mamy nawet o czym milczeć. Czym i dlaczego jestem, dlaczego ja?!
Nie mam weny na życie.




Niebieskie firanki oznaczają głęboką depresję autora, smutek i tęsknotę za czymś utraconym.
A może to po prostu niebieskie firanki?!