- To jaaaaaaaaaaaa, to upiór tej opery maaaaaaaaaaam, we władzy snyyyyyyyyyyy....- śpiewał sobie dość niskim, czystym głosem.
Nie uważał się za jakiegoś wielkiego, nigdy. Umiał śpiewać, tyle wiedział, i grać na gitarze, laski to lubią. Jeszcze pianino i trąbka. Sexy czyż nie? Cholera, a perkusja i bas? Hm, skrzypce po odrobince, ale też. Kurcze dużo tego. No nie, nie... jeszcze róg, puzon... Dobra mniej ważne.
Wysoki, wysportowany, dziwne jak na Japońca, co? Jasne.
Jasne oczy, niebieskie? Nie. Soczewki, ale cholernie mu się podobały. Zawsze gdy spoglądał w lustro zachwycał się nimi. Egzotyczne, mrrrau.
Nie, nie kocham siebie, nienawidzę.
Wyszedł z domu zamykając uprzednio drzwi na klucz i klnąc cicho, ale szpetnie pod nosem.
- SPÓŹNIĘ SIĘ!- ryknęła, gdy wkładała klucz do zamka. Cudzoziemka, brązowe włosy, niebieskie oczy. Niewysoka, około 165 cm wzrostu. Duże słuchawki na uszach, włosy trochę dłuższe, śmiesznie wycieniowane. Samotna? Nie, chłopak został w kraju, pracę miał, więc został. Chociaż ona teraz zarabiała więcej od niego. Było jej źle. Była samotna nie w sensie związku, ale samej bliskości. Od roku kiedy wyprowadziła się z kraju był u niej może ze cztery razy. Tak, wylot do Japonii jest sporym wydatkiem, wiadomo, ale cholera. Cholera!
Była wierna, nie romansowała. Kochała go jak diabli. Dbał o nią, ona o niego też. Choć często płakała, z bezradności, samotności, tęsknoty, miłości? Już sama nie wiedziała, co czuje. Gdy przyjeżdżał rzucała mu do stóp cały świat, a gdy go nie było? Tęskniła. Usychała.
- Halo? Nie, nie mogę rozmawiać, zadzwonię niedługo. Nie martw się, dotrę! Jak dojdę to będę! Kurwa mówię, mówię coś!- ryknęła do słuchawki. Szukała biletu autobusowego, który właśnie podjeżdżał. Musiała biec, by zdążyć.
Wskoczyła przez zamykające się drzwi. Skasowała bilet i stanęła przy drzwiach ciężko dysząc. Ludzie patrzyli na nią, niektórzy nawet się uśmiechali. Przywykła do tego, nie było w tym nic złego.
Jakaś kobieta chciała ustąpić jej miejsca, ale odmówiła. Miała nadzieję zdążyć do pracy.
Gdy dojechała na miejsce skoczyła ku drzwiom z taką prędkością, że mało w nie nie uderzyła. Zatrzymała się o krok od swojego przyjaciela.
- O, jesteś. Masz minutę na to, żeby uruchomić kompa i się rozebrać.- powiedział zdejmując jej szalik z szyi. Pobiegła na koniec sali i odpaliła swój komputer i laptop. Wszyscy zajęli swoje miejsca, gdy do sali weszła szefowa. Miała nadzieję, że nie ma za bardzo rozpieprzonych włosów i czerwonej twarzy. Mało, co, a by się wpakowała w niezłe gówno, ale na szczęście wszystko odpaliło się w chwilę.
Starała się pracować ciężko, ale coś cały czas rozpraszało jej uwagę. Puknęła się w czoło, a jej przyjaciel podszedł i położył jej dłoń na ramieniu.
- Sugizo, wszystko w porządku?
- Taa, jakoś nie mogę się skupić. Coś mi dzisiaj jest.
- Konkretnie? Stało się coś?
- Właśnie nic! Kurwa nic, jebana...!- za głośno to powiedziała i reszta ekipy dziwnie na nią spojrzała. W dodatku przeklinała w ojczystym języku. Śmiesznie to brzmiało. Zaczerwieniła się.
- Nie zadzwonił, jak obiecywał....- skwitował, a w jej oczach pojawiły się łzy. - Nie płacz tu, proszę cię.
- Nie będę.- jak szybko się pojawiły tak szybko znikły. Pracowała co sił, jak dobrze mogła.
Po pracy spakowała się, szefowa dała jej nawet pochwałę. Dziwne.
Miała doła, nie jadła, nie spała, prawie nie żyła. Żyła, pracą i czasem imprezami. Zazwyczaj źle to się kończyło.
Tojou zaprowadził ją do domu. Nie chciała się dać zaprosić na obiad. Czekała na cholerny telefon z kraju, od swojego ukochanego. Czekała godzinę, dwie, robiła w międzyczasie gówniane projekty, ale on nie dzwonił. Miał zadzwonić we wtorek, był już czwartek. Kolejna kawa, czekanie, czekanie, czekanie i nic. Weszła na komunikator, był. Napisała do niego. Nie chciała od początku się czepiać, chociaż była bardzo nerwowa. Odpisał, że zapomniał. Zabolało. Zadzwoniła ona.
- Cześć kochanie.
- No hej, co tam?
- A całkiem nieźle, wiesz? Co u ciebie?
- Dobrze.
- Jak się czujesz?
- Leci mi trochę z nosa, ale dobrze.
- Mhm, co u rodziców?
- Dobrze.
- A u moich?
- Też dobrze, nie dzwonili do ciebie?
- Dzwonili tydzień temu. Mogło się coś zmienić.
- Aha.- cisza... zapytać? Nie... to głupie...
- Czemu nie zadzwoniłeś? - głos jej się podłamał. Powstrzymywała się, żeby nie wybuchnąć.
- Zapomniałem, mówiłem ci...- powiedział to takim pretensjonalnym tonem, jak zawsze kiedy coś mu przestawało pasować.
- Zapomniałeś...o mnie?- czuła jak zaciska jej się gardło. Jak zbierają jej się do oczy palące łzy.
- Nie o tobie, zapomniałem zadzwonić. Miałem dużo pracy. Głupia.- słyszała, że się uśmiecha pisząc na klawiaturze.
- Z kim piszesz?
- Z koleżanką z pracy.
- Na pewno?
- Tak...- znów ten ton.
- Nie wierzę.
- O....
- Nie kończ. Znów ważniejsza jest dla ciebie KOLEŻANKA z pracy, praca! A może jeszcze ta kurwa, co?!- wybuchła.
- O co ci znów chodzi?!- warknął.
- O co mi chodzi?! O to, że nawet do mnie nie zadzwonisz, jak się umawiamy na konkretny dzień! To nie jest pierwszy raz, a w zasadzie ile razy zadzwoniłeś o czasie? CO? Dwa? Raz? Może w ogóle?!
- Uspokój się, przesadzasz znowu!
- Nie... Nie przesadzam...- szlochała.- Tak jest. Niestety. Mogłam zostać na zadupiu, przy tobie. Sam kazałeś mi tu jechać...- płakała, ledwo ją rozumiał.- Nawet nie mam się do kogo przytulić, z kim porozmawiać. Jestem sama, rozumiesz? Mogłeś jechać ze mną, tu jest lepiej!
- Uspokój się. Muszę kończyć..
- Nie! Nie odkładaj słuchawki, proszę cię. Błagam. Porozmawiaj ze mną. Proszę. Nie wymiguj się, nie zostawiaj mnie, błagam.- płakała, bardzo płakała.
- Nie mogę.- usłyszała dzwonek do drzwi.
- Nie rób mi tego, z kim się spotykasz. Proszę zostań... - wyłkała.
- Z przyjaciółką, o którą taka zazdrosna jesteś. Buziaki, kocham cię. Nie płacz już. Zadzwonię jutro. Obiecuję. Pa.- odłożył słuchawkę.
Chwilę nie mogła się otrząsnąć, ale zaraz zaczęła jeszcze bardziej płakać. Chwyciła klucze, kurtkę z kanapy i chciała wyjść, ale zamiast tego oparła się o drzwi i szlochała. Nie mogła się powstrzymać, było jej tak źle. Tojou zadzwonił do niej, ale za każdym razem odrzucała połączenia. Nie chciała rozmawiać. Czuła się bezradna, samotna, zgnieciona jak śmieć. Nie miała nikogo.
Po kilku minutach ktoś zapukał do drzwi. Spojrzała w judasza, Tojou. Nie wiedziała czy otworzyć, musiała wyglądać okropnie. Rozmazany makijaż, opuchnięta twarz. Napisała mu wiadomość, że nie otworzy.
- Słyszę, że tam jesteś. Otwieraj.- powiedział spokojnie. Napisała koleją wiadomość `nie`. - Sam sobie otworzę. Mam klucz.
Poszła do łazienki, zamknęła drzwi na klucz i dalej płakała. Może bardziej nawet histeryzowała.
- Sugizo, otwórz. Sugizo. W ogóle czemu takie imię wzięłaś? Sugizo.
Siedziała oparta o drzwi, z rękoma splecionymi na swoich ramionach lub na twarzy. W za dużym swetrze i legginsach. Nie chciała nic. Chociaż chciała, zabić się? Umrzeć? W każdym razie skończyć ze wszystkim.
- Mamy jutro wolne, pamiętasz? Wyskoczymy gdzieś?- zapytał Tojou, a ona wtedy zaczęła jeszcze bardziej płakać.
Zaklął cicho pod nosem po czym poszedł szukać kombinerek. Po kilku minutach drzwi były otwarte, a ona siedziała z twarzą ukrytą między nogami i płacząca na środku ubikacji. Na początku, kiedy chciał ją podnieść wyrywała się, ale Tojou nie był chuderlawy więc szybko wyniósł ją do sypialni. Posadził na łóżku, chowała twarz, ale zabrał jej dłonie. Odwróciła głowę i zacisnęła powieki.
- O mój Boże.- poszedł, a gdy wrócił wytarł jej twarz w mokry, biały ręcznik.- Nigdy nie widziałem cię bez makijażu i w takim stanie też nie. Dzwoniłaś?- pokiwała głową- Zajęty był pracą?- znów- No to, o co chodzi?
- O...O...o... je...je...je...je-go... przy...przy...przy-ja-ja-ja-ciółkę. Tą!
- Klops...
Wyszedł z pokoju i powędrował do salonu. Znalazł w ostatnio wybieranych jego numer. Znał doskonale angielski, więc postanowił tym językiem operować.
- Dzień dobry- zaczął.
- Kim jesteś i czemu dzwonisz z telefonu mojej dziewczyny?- Tojou usłyszał tłumiony dziewczęcy śmiesz. Opanowywał się.
- Nazywam się Tojou i jestem jej przyjacielem. Znalazłem jej pracę, musiała ci o mnie mówić.
- A tak...
- Mam wielką prośbę. Dzwoń o czasie i odwiedzaj ją częściej. Już dawno nie widziałem jej zadowolonej. Teraz też siedzi i zanosi się płaczem. Tęskni za tobą, potrzebuje cię, a ty się zabawiasz z jakimiś dziwkami...- przegiął.
- Co ty gnoju o mnie wiesz? Nic nie wiesz i odpieprz się łaskawie od mojej dziewczyny, bo inaczej będziemy rozmawiać. Dotarło?
- Ty o mnie nic też nie wiesz. Dbaj o swoją dziewczynę, bo kiedyś ktoś zrobi to lepiej. Pamiętaj. To fantastyczna dziewczyna i naprawdę nie wiem, nie rozumiem dlaczego nie ma cię przy niej. Nie doceniasz jej...
- Może ty jej nie doceniaj za bardzo, co? Bo będę musiał to z tobą inaczej załatwić.- słyszał już, że dziewczyna coś mówi w dziwnym jakby nieco przestraszonym tonie, a chłopak nie jest zadowolony, był wściekły. Tojou ucieszył się. O to mu chodziło. Tylko nie był pewien czy do młodego coś dotarło.
- Pamiętaj - powiedział i odłożył słuchawkę. Słyszał jak przyjaciółka płacze, ale już mniej w sąsiednim pokoju. Poszedł do niej.
- On cię kocha.
- Skąd możesz wiedzieć?- zapytała lekko szlochając.
- Dzwoniłem do niego, nie był zadowolony.
- Nigdy nie jest, jak dzwonię łaskę robi, że coś powie.
- Ech, nie ważne.- przytulił ją i kazał spać. Siedział póki nie zasnęła. Później zamknął drzwi i sam zasną przed telewizorem na kanapie.