20 lip 2010

Post.

No to posta czas zacząć.
Więc zacznę od tego, że moje dni nie różnią się dużo od siebie, prawie niczym. Dzisiaj tylko byłam u moich Izy i Asi w odwiedziny u ich babci, bo pojechały do niej.
Jutro bym się spotkała z Lu:Ciel. Mam nadzieję, że rodzice się zgodzą. Pójdę gdzieś koło 15-16 i posiedzę do 19, co? Najpierw oczywiście pomogę grzecznie w domku, jak na dobrą córkę przystało.
Ogólnie dzień jak codzień.

Teraz tak się zastanawiam. Kupa ludzi wokół mnie dostaje pracę, a ja nie. Tylko przez tę jedną rzecz, ale nie ważne. Cóż, nie w tym, to w następnym roku. Mam nadzieję, że tym razem się uda.


No i nie wiem. Jestem zmęczona wielkim ogółem. Padnięta, ze ho, ho! Posiedzę jednak jeszcze:)
Nie chce mi się nawet rysować, szczerze. Poza tym mój nastró zmienia się jak pogoda na morzu. Raz słonecznie, a raz totalny rozpierdziel. Nie wiem, co się dzieje w moim życiu i nienawidzę wieczorów. Są straszne, bo człowieka zbiera na myślenie, a nawet jak nie wie o czym myśli to mu się humor popsuje, albo je, po prostu wcina coś co ma pod ręką. Masakra.
Niach, niach, niach...


...później może muzyki posłucham na dobranoc.