11 mar 2011

Coś nowego, a jednak żadnych zmian. No, znaczy może są. Nie wiem czy na lepsze, bo każdy medal ma dwie strony. Widzę te dobre, ale i te złe. Muszę się pogodzić z tym, że już nie wszystko jest priorytetem. Eh. Nie lubię tej cholernej szkoły. Już mnie denerwuje, bardzo.
Nie powinno mnie tu być. Powinnam być gdzie indziej, ale coś nie poszło. To dobry pomysł by napisać notkę. Może jakieś opowiadanie, albo któreś dokończyć z serii c.d.n? No więc o Hazukim pisarzu. :)


____________________________________________________________________________________



Hazuki zaklął pod nosem. 
Odłożył powieść do szuflady biurka, poszedł pod prysznic, a później spać. Miał nieco dziwny sen, ale... nie. Dla niego był dziwny, bardzo. 

Rankiem wstał chwilę przed budzikiem, więc wyłączył go nim ten zaczął go dręczyć swoim nieznośnym dźwiękiem. Aleksander- jego pies- leżał jak zwykle na środku holu i przeciągał się. Był wtedy jeszcze większy, a do małych nie należał. 
Hazuki przykląkł przy nim, pogłaskał go po łbie, a pies wywalił na wierzch długi, różowy język i począł merdać wesoło ogonem. 
- Co Aleksander? Trzeba jakiejś pani poszukać.- uśmiechnął się, a pies szczeknął radośnie, jakby wiedział, co jego pan miał na myśli. 
Z małego pokoju wyszła pokojówka w czarnej sukience i białym fartuszku. Uśmiechała się ciepło. 
- Zabiorę Aleksandra na spacer, a później zrobię panu śniadanie.- powiedziała chyląc się do Hazukiego. On tylko uśmiechnął się do niej dodając, że nie musi się spieszyć. 
Poszedł do kuchni, a pokojówka zabrała psa ciepło się ubierając. Zrobił sobie kawę, po czym usiadł na stołku. Przyglądał się, jak dziewczyna daje sobie świetnie radę z wielkim psiakiem. Był zachwycony. ...


c.d: 
Spoglądał na dziewczynę ukradkiem, ale nie była w jego typie. Mimo, że była piękna, a on swego czasu uchodził za niezłego kobieciarza. Nie chciał jej robić nadziei i przykrości dlatego nawet nie pomyślał. Zastanowił się poważnie czego u kobiety szuka, w jakim powinna być wieku by być odpowiednią i ogólnie jak powinna wyglądać. Zapisał sobie wszystko na kawałku kartki, ale po chwili zmiął ją w dłoniach i rzucił w stronę kosza. Uśmiechnął się pod nosem. "Przecież ideały nie istnieją kretynie!" pomyślał. 
Zszedł na dół kierując swe kroki do kuchni. Przechodząc przez obszerny hol dostrzegł obraz przedstawiający jakąś rodzinę. Podejrzewał, że należał on do poprzedniego właściciela, bo nie był to jego dom od powstania i wcale nie przechodził z pokolenia na pokolenie. Dorosła kobieta trzymała na rękach niemowlę, a obok niej stała mała dziewczynka o niespotykanej, wprost idealnej urodzie. Ojciec siedział trzymając na kolanach chłopca mniej więcej w wieku czterech lat, może pięciu. Dotknął palcami płótna. Było nieco zakurzone, ale nie mocno, prawie wcale. Zamyślił się na chwilę. Matka dzieci była niezwykle piękna, na obrazie, bo jednak nie wiedział jak może wyglądać naprawdę. Nie zdziwiłby się gdyby okazało się, że nie jest tak idealna jak na obrazie lub wygląda całkiem inaczej. Teraz już na pewno jest staruszką. 
Hazuki potrafił dostrzec piękno nawet w starej kobiecie. Nie był pusty i często wyobrażał sobie jak starsza kobieta mogła wyglądać jako dziecko, później jako podlotek, a następnie młoda kobieta. 
Usiadł w kuchni popijając łyk kawy. Gdy do pomieszczenia weszła młoda pokojówka uśmiechnął się do niej, a ona ciepło odwzajemniła uśmiech. 
- Jak pan spał dzisiaj?- zapytała krzątając się po pokoju. 
- Dobrze, dziękuję, a ty? 
- Dobrze choć nie do końca. Całą noc jakiś pies szczekał na zewnątrz przez co Aleksander również nie był spokojny.
- Hm. Może potrzebujesz odpoczynku? Dam ci wolne.
- Nie, nie trzeba. Nic mi nie jest. Pan jest dzisiaj w lepszym nastroju czy może się mylę?- zapytała ukradkiem spoglądając na Hazukiego z ukosa. 
- Ach. Tyle to już lat, że zauważasz zmiany mojego nastroju moja droga. 
- Tak, ale to dopiero pięć lat. Niewiele, jednak wiem już co nieco o panu, co ułatwia mi pracę. 
- Tak wiem, bywam uciążliwy.- zaśmiał się. Ona też się zaśmiała. Poszedł do salonu, włączył telewizor. Na świecie jak zwykle nic się nie działo, w kraju też nie. 
Postanowił wyjść do miasta, przejść się, popatrzeć na ludzi. 
Usiadł w kawiarni, zamówił kawę i ciasto. Był całkiem anonimowy. Nie martwił się niczym. Poprawił okulary i udając, że czyta gazetę przyglądał się ludziom. Nie chciał tego robić nachalnie, ale gdy spostrzegł w tłumie nastolatek dziewczynę podobną do kobiety z obrazu oniemiał. Była prawie, że identyczna, co dorosła kobieta trzymająca niemowlę na rękach. Oczy prawie wyszły mu z orbit, tak szeroko je otworzył. 
Dziewczyna weszła do tej samej kawiarni, w której siedział. Patrzył na nią, a gdy spojrzała na niego szybko zajrzał do gazety. Nie był stary, ale czuł, że dla niej za stary. Jednak coś nie dawało mu spokoju. Poczuł coś dziwnego, coś jakby znał ją. Jednak nigdy przecież jej nie widział, nie rozmawiał z nią, a jednak czuł. Słyszał w myślach jej głos. Delikatny, ale zadziorny. 
Kilka dni później czekając pod szkołą nie spotkał jej w niej. Obszedł już każdą w mieście, ale w żadnej jej nie było. Poszedł do tego samego lokalu, co ostatnio i tam ją zastał. Postanowił podejść i zagadać, raz kozie śmierć. 
- Dzień dobry.- powiedział chyląc jej lekki ukłon. 
- O. Dzień dobry.- powiedziała trochę speszona.
- Przepraszam, że niepokoję, zapewne czeka tu pani na kogoś. Jednak, może zabrzmi to śmiesznie- uśmiechnął się sam do siebie- przypomina mi pani kobietę z obrazu znajdującego się w moim domu.- opuścił nieco głowę. 
- Cóż. Czasem tak się zdarza. Może usiądzie pan na chwilę, porozmawiamy o tym ciekawym zjawisku.- uśmiechnęła się już pewniej. Zaczął opowiadać jej o obrazie, a ona opowiedziała mu, że kiedyś w jego domu mieszkała jej rodzina. Na obrazie jest jej prababcia. Niemowlę trzymane przez nią na rękach to jej dziadek. Jedyny już został z tej rodziny, no i jej mama, wujek i ciocia. Matka opowiadała jej, że jest łudząco podobna do prababci, jednak ona nie chciała wierzyć. Rodzina jednak nie miała żadnego dowodu na udowodnienie jej. Hazuki zastanowił się chwilę, a później zostawił dziewczynie numer telefonu z prośbą by zadzwoniła wieczorem na jego koszt. Uśmiechnęła się, a on odszedł dostrzegając w oddali jej koleżanki. 
Około godziny 23,00 zadzwoniła do niego przepraszając za późną porę. Umówili się na jutrzejsze popołudnie w pobliskiej restauracji. On stawiał. 
Przyszła punktualnie, a on czekał na nią już. Wyglądała oszałamiająco i podobała mu się jeszcze bardziej. Usiedli przy zamówionym przez niego stoliku. 
- No dobrze, więc chcę od razu oznajmić pani, że nie mam zamiaru, że tak to ujmę niepoetycko, pani "przelecieć".- oznajmił bez pardonu trochę po chwili wpadając w zakłopotanie. Zauważywszy to dziewczyna uśmiechnęła się.
- Wiem, z resztą nie miałby pan co na to liczyć. Nazywam się Ritsuko Michuromi.- wyciągnęła do niego dłoń. 
- Hazuki Yamuchiho. 
- Ten pisarz?- zdziwiła się. 
- Tak. 
- Cóż. Miło mi pana poznać, panie Hazuki. 
- Proszę nie mówi mi panie, Ritsuko. Wybacz tak niedyskretne pytanie, ale czy mógłbym wiedzieć ile masz lat? 
- Tak, oczywiście. Dwadzieścia dwa. Dlaczego pytasz? 
- Bo widziałem cię ostatnio z nastolatkami i zastanawiałem się czy nie jesteś ciut za młoda.
- Ach, no tak. Moja młodsza siostra ma koleżanki z którymi nieźle się dogaduję, czasem wychodzę z nimi, a ty?
- Ja? Ja mam już trzydzieści, ale nie czuję się staro.- uśmiechnął się szeroko obnażając perłowo białe zęby.
Rozmawiali długo, a później on zaprosił ją do siebie by pokazać jej obraz. Była pod wielkim jego wrażeniem. Chciał jej go dać, ale odmówiła. Jednak on zaplanował to dokładnie. Nie był mu potrzebny ten obraz, a dla niej zapewne wiele znaczył. 
Powiedział jej wcześniej jakiego uczucia doznał, gdy zobaczył ją w kawiarni. Ona powiedziała speszona, że też miała wrażenie jakby już wcześniej spotkała go gdzieś. Jakby dobrze go znała. Pocałował ją w policzek, gdy wysiadała z jego samochodu, ale za chwilę przeprosił. Ona pogłaskała go po ramieniu i poszła w stronę drzwi machając gdy odjeżdżał i czekając na schodach, póki nie straciła go z oczu. 
Następnego dnia, gdy nie było jej w domu dał obraz jej matce. Udawał kuriera i zaniósł obraz do jej pokoju. Miała bardzo czysto, dla niego zbyt czysto, ale... Pomyślał, że chyba się zakochał. 

C.D.N