Jutro w końcu na pewno wezmę się za poprawianie pracy, bo w końcu pójdę na żywca na ustny polak i będzie wtedy dupa blada. Jednakże! trzeba być dobrej myśli, gdyż myśli się materializują lub po prostu spełniają. ;)
Jutro nic nie jem, bo dzisiaj się nawpierdalałam dosłownie, aż sama się z siebie śmieję.
W sumie po dniu (od 9 do 17) w szkole jestem padnięta. Kawa nie pomogła. Ważne, że mogłam się spotkać ze swoim Chwaścikiem, istnym Demonem i Burzycielem Światów. Tak, tak Go opisuję, a w sumie dwa pierwsze opisy są moje. Ostatni jego i! dodatkowo dużo by wymieniać, ale taka z Niego pierdoła kochana ^_^.
Cóż. Matura jest dziwką, to fakt. Daje chociaż nie każdemu, albo inaczej. Daje każdemu, ale nie każdy korzysta od co. Większość korzystających nawet dała za to pieniądza sporo. Nie ważne jest jak, co i gdzie, bo być może to tylko gówniana metafora, ale tak jest. Mówię tak, mówić będę. Przecież przeżyłam, przeżywam.
Teraz?
Chwilę się posiedzi jeszcze, później (pewnie za jakieś 30-60 minut) pójdzie lulu, bo oczy mam ciężkie, jakby mi ktoś haki, a na końcu wiadra z betonem pozaczepiał. Masakra, padam na twarz.
Już niedługo będzie można wywalić, spalić zeszyty z gimnazjum i liceum. Będzie więcej miejsca na półce. Będzie więcej czasu, a na razie przerwa do wtorku. Następnie biologia o 9.00. Kolejnego dnia polski ustny o 16.00. Następnego dnia angielski ustny podstawowy o 14.45. No i 18.05 ostatni egzamin z angielskiego rozszerzonego o 15.15. Trzymać kciuki :)
A teraz coś dla uszu.:
