27 kwi 2011

Long, long time... c.d

...doszłam do wniosku, że po prostu zacznę nową notkę, chociaż starsza jest pod spodem. Trudno.
Wróciłam jakieś 23 minuty temu (akurat weszłam do domu w sumie). Teraz później, bo biegałam po domu. Nie mam na nic chęci, katar mnie chwycił w swe zasmarkane objęcia! Cholerne zatoki, noo! Wygrzałam się tak ładnie na słoneczku wczoraj, a tu MYK i katar. Normalka. Pozbędę się go jakoś. Nie wiem, jak, ale jakoś. Mam fajną muzykę, strasznie jakoś mi się podoba. Zespół zwie się Rose Noire. Ładnie grają i śpiewają. Ech i ach. Zachwycać się tylko. AWOI fajny singiel też mam. No. Przypomniało mi się opowiadanie Lu. Kiedyś mi wysłała takie nie za długie, ale bardzo mi się podobało. Dzisiaj chyba sobie przeczytam nawet po raz kolejny, bo pamiętam jakie było fajne. Moje ogólnie mi się nie podobają, ale jej owszem.
Zielony lakier. Zielony, jak trawa na łące, na ziemi. Intensywny, podobno kolor spokoju, tak? Znaczy, że ma uspokajać. Kiedyś wychowawca mówił, że właśnie dlatego tablice są przeważnie zielone, ale w jego klasie była o dziwo czarna. O zgrozo, ostatnio go widziałam. Jeden nauczyciel od języka polskiego, którego dobrze wspominam, no i jeszcze pani ucząca nas na początku w gimnazjum, ale później już lipka, a matura za 7 dni. ;) Strasznie pan osiwiał, panie M., ale i tak dobrze pan się trzyma. Rower robi swoje. Tylko nie podoba mi się pana kobieta. Ma krzywe nogi. Przepraszam za to, ale nie zauważyć się nie da, a pan tego nie czyta przecież.
No cóż. Nic, nic, nic. Trzeba by było napić się jakiejś gorącej herbaty i niedługo iść się wykąpać. Zmyć dzisiejszy nudny dzień i makijaż. Zmyć tę towarzyszącą nudę i niewielkie pragnienia, niespełnione lub wspomnienia po pragnieniach. Dziwnie to brzmi, wiem. Poetycko trochę, jak z wyrwane z białego wiersza ;)

Nic więcej.