Poza tym już niedługo egzamin, może za dwa tygodnie. Tak, zdałam dzisiaj, za drugim razem i z dwoma błędami, ale poszło. Straszne, nie powinnam była zrobić żadnego, ale tak chujowo wyszło.
Następnie teraz nie jest okej. Nic nie jest okej, poza rozmową z Tobą, wiesz? Jakiś mam taki dupny nastrój. Smutno mi i doszłam do wniosku, że nie jestem z siebie zadowolona, nie do końca wiem, dlaczego tak się dzieje. No i w sumie mogłabym wystawić seata tego drętwego chuja na allegro, ale wiesz? Nie chce mi się. Niech on się o to martwi, nie mój problem.
Żebym to ja potrafiła mieć tak na wszystko wyjebane jaki kiedyś, dzisiaj już chwilowo nie umiem, a to wszystko przez te kurewskie związki. W nic się nie chcę teraz pakować, bo później przeżywam jak mrówka okres.
No już mi lepiej.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kochał ją bardzo, można powiedzieć nad życie. Opiekował się nią i dbał o nią. Była dla niego delikatnym kwiatkiem, ślicznym i kruchym.
Tak na prawdę marzyła by się kimś opiekować, by czuć się potrzebną, ale zawsze wychodziło tak, że to ona była tym słabiutkim stworzonkiem. Z jednej strony jej to pasowało mimo, że była i tak dość niezależna.
- Kocham cię.- powiedział jej w ciągu dnia, gdy szli za rękę miastem oglądając sklepowe witryny. Uśmiechnęła się, a w jej oczach pojawił się przelotny blask.
- Ja ciebie też kocham i nigdy nie przestanę.- powiedziała, po czym odwróciła wzrok. Gdy doszli na plażę choć było już chłodno usiedli na piasku. oparła głowę na jego ramieniu. Uśmiechała się delikatnie, zamknęła oczy i marzyła. Objął ją silnym ramieniem i głaskał po głowie, tak bardzo to lubiła.
Odprowadził ją do domu, promieniała w jego oczach. Pożegnał ją czułym buziakiem.
Kilka dni później poszli do kawiarni. Zaczęła się dość skomplikowana rozmowa. Bynajmniej dla niego.
- Co byś zrobił, gdybym ci powiedziała, że umrę?- zapytała, jednak nadal z wielkim uśmiechem na ustach. On nie wiedział, co powiedzieć. Zmartwił się, spochmurniał.
- Kochanie, proszę cię. Nie mów takich rzeczy.
- Dlaczego?
- Proszę cię.
Spuściła wzrok na blat stołu. Pokiwała głową i znów posłała mu wesoły uśmieszek. Później poszli na plac zabaw, a wieczorem do niego. Obejrzeli film, a później nastał czas czułości.
Spali u niego. Rano poszli do niej i spędzili razem kolejny dzień.
Pewnego dnia zauważyła u siebie coś niepokojącego, gdy się kąpała. Taaa, guzki w piersi. Jednak trochę zbagatelizowała objawy. Doszła do wniosku, że są wynikiem mrozu.
Po pewnym czasie, dość niedługim poszła do lekarza. Zrobiła wszystkie badania, oczywiście On był przy niej.
Tego dnia, gdy odebrała wyniki była i tak przygnębiona. Czuła się źle, była przeziębiona.
Z gabinetu wyszła z płaczem. Okazało się, że będzie trzeba usunąć pierś. Powiedział, że i tak będzie ją bardzo kochał, a jeśli to dla jej zdrowia, to nie jest ważne czy będzie czy nie, chce by była zdrowa. Rozpłakała się jeszcze bardziej... ze szczęścia.
Oczekiwali dnia operacji w wielkim napięciu, a gdy nadszedł ten dzień, na szczęście była zdrowa. Był przy niej od początku do końca, nie zamierzał jej zostawić. Chciał się jej oświadczyć. Kupił już nawet pierścionek.
Gdy wyszła ze szpitala była słaba, ale i tak pełna optymizmu, wierzyła, że wszystko będzie dobrze i było.
Wracała do zdrowia, a on znalazł w sobie siłę, by ją wspierać. Później znalazł też odwagę, by w końcu jej się oświadczyć. Rozpłakała się, była w siódmym niebie, nie przypuszczała, że będzie chciał.
Jadnak później nie było już tak kolorowo. Zaczęły się znów problemy ze zdrowiem dziewczyny. Trafiła do szpitala, tym razem nic nie zapowiadało się dobrze. Lekarze nie przewidywali by dziewczyna zabawiła jeszcze długo na tym świecie, co było załamaniem dla obojga. Jednak ona była silna, wspierała ukochanego w trudnych momentach mimo, że niby powinno być odwrotnie. On był przy niej dzień i noc. Wyprowadzał ją na wózku na dwór, chodził z nią na spacery.
Pewnego dnia siedział przy niej, jak co dzień.
- Dziękuję, że mnie pokochałeś. Dziękuję, że poświęciłeś mi swoje życie. Bądź szczęśliwy i żyj. Zawsze będę czuwać nad tobą i cię kochać, wspierać. Teraz jednak wiem, że to mój czas. Wybacz mi. Kocham cię. Dzięku...ję...- odetchnęła głęboko, zacisnęła jego dłoń w swojej, uśmiechnęła się, a on ją pocałował. Gdy odsunął się od niej było już za późno. Nie oddychała, nie ruszała się, a na jej twarzy zastygł delikatny uśmiech, a ostatnia łza spłynęła po policzku martwym i białym jak śnieg.
Zacisnął mocniej jej dłoń w swojej, ale była już wiotka i bezwładna, martwa. Nie zdążył wydobyć z siebie słowa, najważniejszych dwóch słów. Może czterech.
- Żegna. Kocham cię. Kocham....-powiedział już bardziej do siebie. Pochylony nad nią zacisnął mocno oczy, by łzy się z nich nie wylały, jednak popłynęły jak potok górski wprost na jej policzki. Odsunął się jeszcze, wytarł jej twarz i wył. Wył i skomlał, bo nic więcej nie mógł w tym momencie zrobić. Powtarzał cicho "żegnaj".
Nadal był przy niej, każdej nocy i każdego dnia. Chociaż przecież już nie żyła.
W dniu pogrzebu napisał jej list, który schował jej do trumny pod poduszkę. Napisał w nim "Moja Najważniejsza, Jedyna i Wielka Miłości. Żegnaj Dziś, żegnaj na zawsze. Kocham Cię i Kochać będę. Niewyobrażalne życie moje bez Twojej osoby. Mój kwiecie...". List był splamiony jego łzami i jego krwią. Ostatni pocałunek złożony na martwych, zimnych ustach przed zakopaniem jej ciała.....
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czerwienią krwi list pisany, dzisiaj jest ostatni, kiedyś będzie pierwszym. Zapamiętaj go, zapamiętaj, bo jest do Ciebie....
Ostatni deszcz, płatki róż...