Huh. Święta świętami, nie są takie, jak myślałam, że będą. Nie, no w sumie były, tyle, że kurde dzisiaj jakoś tak dziwnie, niby świątecznie, niby rodzinnie i ciepło, a jakaś taka stypa. Normalnie brak mi słów. Tak, jak sądziłam, nie będą cudowne, piękne i w ogóle zarąbiste. Tegoroczne święta nie są moimi wymarzonymi, mam to w nosie.
Jedyne, co jest dobre to to, że można podjeść. Śnieg jeszcze topnieje, kurna, nie wiem, czy to dobrze, jak ma stopnieć to niech stopnieje, a nie taka szklanka,do dupy i tyle mam do powiedzenia.
Łazanki są super.!
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przeglądał się w lustrze po raz kolejny. Nie wiedział, co ze sobą zrobić. Nie podobał się sobie tego dnia, strasznie.
- Kurde! No nie!- powtórzył już któryś raz, gdy malował oczy. W końcu grał w kapeli J-rockowej, musiał dobrze wyglądać. Nic mu nie wychodziło, był jakiś podenerwowany.
- Co ty znów robisz?- zapytał kolega z zespołu, Shou.
- Shou! Wynoś mi się stąd!- warknął Teruki po raz kolejny psując makijaż.
- Oj daj spokój, nie możesz się coś pozbierać chyba, co?- powiedział zalotnie do kolegi. Tamten spojrzał na niego groźnie, a ten się uśmiechnął.
- Chodź pomogę ci malutki.- dodał Shou. Chwycił kredkę do oczu i zaczął malować kolegę. Sam wyglądał już nienagannie, idealnie przygotowany do kręcenia teledysku.
- No i jak?- zapytał ucieszony Shou. Teruki uśmiechnął się i podziękował przyjacielowi. Wyglądał tak, jak chciał wyglądać.
Poszli do pierwszej sali, w której miało się odbyć kręcenie pierwszej sceny. Nie za bardzo wiedzieli, co mieli ze sobą zrobić, bo to był ich dopiero drugi teledysk. Było dużo śmiechu, poprawiania makijażów, rozmazywania, deszczu, płaczu, bólu, ale w końcu się udało. Gdy reżyser pokazał im, co sklecił chłopcy byli zadowoleni, zwłaszcza, że patent teledysku wymyślił właśnie Teruki.
Zmęczeni, ale szczęśliwi umyli się i poszli do domów. Teru umówił się jeszcze z Yutaką, kolegą z zespołu, dokładnie perkusistą, więc poszli razem do niego.
Chcieli napisać jakiś tekst i może dorzucić do tego jakiś bit, ale nie mieli za bardzo weny, więc siedzieli i gadali przy piwie. Po kilku godzinach, kiedy zrobiło się już odrobinę późno dołączył do nich Shou. Ucieszony i rozradowany.
- Hej maluchy, przyniosłem coś dobrego.- poruszał brwiami i wyciągnął z torby na ramię dużą butelkę alkoholu. Chłopaki uśmiechnęli się do siebie i zaprosili gościa do środka.
Opędzlowali butelkę w niecałe dwie godziny, co skończyło się nie dość przyjemnie, bo wszyscy byli nieźle wypici. Gadali o pierdołach, a idąc do łazienki nieźle się kiwali i mało nie porozwalali wazonów, drzewek Bonsai, butelki i inne pierdoły. W końcu wszyscy padli na dywanie przy wygaszonym kominku. Shou pilnował się, by zbytnio się nie upić, bo wiedział, że ma tendencję do przesadzania. Poszedł do łazienki, a po powrocie przyjrzał się porządnie kolegom. Teruki, gdy poczuł jego wzrok na sobie przebudził się już trochę bardziej trzeźwy. Spojrzał na niego zaspany, przetarł oczy.
- Co jest Shou?- zapytał zakręconym jeszcze głosem.
- Nic malutki, śpij.- podszedł do szafki i zaczął oglądać to książki, to zdjęcia. Gdy Teru już powoli zaczął odpływać spojrzał znów na niego.
' Słodziak... ' pomyślał. Usiadł koło niego, przeczesał jego lekko splątane włosy i uśmiechnął się, gdy Teuki spojrzał na niego.
- Shou? Co ty robisz?- przestraszył się Teru.
- No, co? Nic. Spokojnie, śpij dzieciaku.- głaskał go nadal. Teruki obrócił głowę, ale nadal oczy miał szeroko otwarte. Tamten głaskał go nadal, ale po chwili przestał i obaj zasnęli.
Rano nie przypominał sobie o tym, do czasu śniadania, gdy Shou pogłaskał go po włosach z wielkim uśmiechem na twarzy. Spojrzał na niego przerażony, ale po chwili przerażenie minęło. Przypomniał sobie, że jego przyjaciel jest bi, jednak trochę martwił się tym.
Gdy rozeszli się do domów Teruki ponownie położył się spać. Rodzice zapytali tylko, gdzie był, a kiedy im wytłumaczył tylko się uśmiechnęli. Znali swojego syna doskonale, a on mówił im o wszystkim. Wiedział, że może im ufać, w końcu to jego rodzice.
W końcu zamknął drzwi swojego pokoju, rzucił się na łóżko i zasnął równie szybko, co przyszedł do domu.
Obudziła go mama z wiadomością, że ma gościa. Przyszedł do niego Shou z bluzą. Okazało się, że to bluza Teru właśnie, którą zostawił u Yutaki. Uśmiechnął się i podziękował, a mama przyniosła herbatę i ciasto. Kiedy tylko wyszła Shou zbliżył się niebezpiecznie do Teru. Ten cofną się na tyle ile mógł, ale to nie pomogło.
- Wiesz, co? Wczoraj doszedłem do wniosku, że jesteś słodki. Cholera, to nie tylko wtedy, gdy byliśmy pijani. Już kiedy malowałem cię w garderobie miałem ochotę przyszpilić cię do ściany i.... hrr...
- Tylko, że... ja...- powiedział cienkim głosem Teru czerwieniąc się jak papryka.
- Malutki....
Teru poczuł się dziwnie, ale coś jednak pchało go do Shou. Miał więcej przeciw niż za. Znów zaczął sie odsuwać od przyjaciela.
- Shou, nie chce....
- Mały...- zaczął się śmiać- żartowałem. Haha. Wiedziałem, że uda mi się ciebie nabrać. Jesteś słodki, naprawdę.- uśmiechnął się.
Kiedy tylko się pożegnali Teru poczuł się upokorzony, z jednej strony to był tylko żart w jego mniemaniu, z drugiej strony jednak było w tym coś smutnego.
Shou miał co do niego inne plany. Powiedział, że to żart, bo nie chciał się zbyt szybko demaskować, jednak wiedział, co czuje. Plan był niestety długi, ale czekanie miał wyćwiczone do perfekcji.