13 gru 2010

Red light tonight.

Może być źle, bardzo źle, najgorzej i najbardziej chujowo +1. U mnie w samopoczuciu to ostatnie, a w jeździe ponoć nie jest źle, co znaczy, że nie jest niestety i dobrze. No rzesz do.... stu itp. Nie wiem, czemu mnie tak to rozwaliło, coś mnie... nie, ja nie wiem po prostu. Mam to serdecznie w czterech literach z tyłu i zastanawiam się, po jaką kurna cholerę ja się zapisałam, po co na ten kurs poszłam?!
Ponoć po to żeby zdać i żeby było śmieszniej mówią, że za pierwszym razem. O ludzie i wszyscy święci, błagam dopomóżcie mi i w czwartek wypierdalać na chodniki i tak zostać! Bo inaczej klops, a jak mi któryś wyskoczy na przejście, to matko z córką nie ręczę za siebie. Już wystarczająco robię swoich błędów, to nie chciałabym tolerować i Waszych, a jak jeszcze będzie później 112, przez to, że mi któryś skurwiel albo jakaś inna wyskoczyła na pasy nim zdążę się zatrzymać, to wyjdę z siebie i stanę obok. 


Wszystkie żale, smutki i inne kurestwa chyba na razie mam z głowy. To jednak jeszcze nie koniec zmagań. Jutro 13.00 placyk, później Olsztyn znowu, w środę też Olsztyn... W czwartek też Olsztyn, a w piątek Bęsia. Muszę tylko starym powiedzieć. Dajcie mi te jebane pieniądze, MATKO moja!


Nie pamiętam, co chciałam więcej napisać, bo mnie rodzice zawołali pół godziny temu. Eh... powiedziałam o wypadzie do Bęsi. Zjeby... będę musiała lepiej gadać, chociaż wiesz? I tak muszą się zgodzić. 



-------------------------------------------------------------------------------------------------------------


- Mówię ci, Pan tak chciał!- krzyczał mały w niebogłosy goniąc brata. 
- Skończ gnoju, skończ, bo oberwiesz!- syknął starszy słuchając pierdół w wykonaniu młodszego brata. Tamten zatrzymał się i spojrzał na wysokiego obrażony. 
- Jesteś głupi- powiedział wydymając policzki. 
- Ty bardziej, bo ci się półkule jeszcze nie wykształciły, chodź gnoju, bo się znów spóźnimy do ciotki, a wiesz, jaka potrafi być wtedy.- obejrzał się za małym, a ten już gnał za nim. 
Gdy doszli na miejsce mieli jak zwykle około pięciu minut spóźnienia. Starszy bardzo się zdenerwował, że znów przez humorki braciszka mieli zaliczone spóźnienie. Przewrócił oczami i zapukał do drzwi po czym ostrożnie wszedł przez nie do pomieszczenia. Ciotka wyszła akurat z kuchni wycierając ręce w ściereczkę. 
- No już się o was zaczynałam martwić. Rozbierać się, myć ręce i do obiadku.- powiedziała ciepło. Starszy wytrzeszczył oczy w niemym zdziwieniu, a mały zaczął szybko wykonywać polecenia cioci. 
- Yoshi, jak było w szkole?- zapytała starszego, gdy usiedli do stołu.
- Dobrze ciociu. Dobrze.- powiedział cicho chyląc głowę delikatnie. 
- Na pewno? Może jakieś oceny? 
- Tak, piątka z biologii, nic więcej. 
- A ty mój mały? Jakie ocenki miał dzisiaj Momo? 
- Momo dostał szóstkę z religii!- pochwalił się mały i wziął dużego kęsa ryby, która była tego dnia na obiad. Kobieta uśmiechnęła się i podała chłopcom kompot. Nie była już młoda, ale bardzo sprawna. Chociaż miała już niekiedy problemy ze zdrowiem. Momo nie zdawał sobie jeszcze sprawy z wielu rzeczy, ale Yoshi już wiedział o wielu, a może nawet zbyt wielu niezwykle istotnych sprawach. Przez to starał się bardziej o stypendium, a także pomagał wiele w domu, między innymi odbierał Momo ze szkoły. Czasem uczył się po nocach. Przyznawał sam przed sobą, że mu się nie chce, że jest to uciążliwe, ale starał się jak mógł, by nie być ciężarem dla ciotki. Wujek nie żył już od ładnych paru lat, co nie zawsze uśmiechało się, przeważnie w humorze kobiety. Zdarzało się, że chłopcy woleli siedzieć u siebie w pokojach niż wyjść i cokolwiek powiedzieć. Jednak wtedy działał Momo, który choć nie do końca wiedział jeszcze czym jest śmierć, starał się cioteczkę pocieszyć. Nie mogła nie ulec. 


Yoshi poszedł do swojego pokoju i rzucił w kąt plecak. Był bardzo zmęczony, zwłaszcza, że panowała już sroga zima. Męczyła sama droga ze szkoły i do niej. Położył się na łóżko i przymknął oczy, zaczął zastanawiać się, co dalej chce robić w życiu i jak odciążyć ciotkę od Momo. On najlepiej wiedział, że chłopiec potrafi być uciążliwy, bo jeszcze mały. Wtem do jego pokoju wpadł nikt inny, jak tylko mały Momo.  Skoczył na brata i szeroko wyszczerzył zębiska. Nie były za proste, ale to nic. Niektóre były jeszcze mleczne, więc była szansa, że się naprostują, co powiedziała im ortodontka. 
- Przyszedł ktoś do ciebie!- rykną uśmiechnięty. 
- Złaź. Kto?- zepchnął malca na poduszki. 
- Nie wiem, ktoś.
Yoshi wstał z łóżka i poszedł do drzwi. Zobaczył w nich kolegę z klasy, a za razem najlepszego przyjaciela. 
- Hej.- powiedział gość. 
- Hej.- rozejrzał się po pomieszczeniu Yoshi.- Może wejdziesz. 
Wszedł. Uśmiechnął się, a Yoshi zrobił herbatę. 
- Słuchaj mam taki problem.- powiedział gość, gdy weszli do pokoju gospodarza.- Bo jutro jest ten sprawdzian, wiesz z matmy, ze stereometrii i tak szczerze tego nie czaję. Mógłbyś mi pomóc i pożyczyć albo chociaż zeskanować notatki? Bo mam luki, nie było mnie. 
- Jasne, słuchaj...- słuchał. Bardzo uważnie, a w międzyczasie Yoshi pokserował koledze notatki. Pożegnali się, a Yoshi przypomniał sobie, że powinien usiąść do książek, jednak przed chwilą powtarzał sobie przecież cały materiał od dechy do dechy, po co ma to robić po raz kolejny? 
Odrobił tylko lekcje na jutro, wykąpał się i położył do łóżka. Jednak nie mógł za bardzo zasnąć, więc poszedł na dół zobaczyć, co się dzieje. Znalazł swojego młodszego brata kompletnie uśpionego kreskówkami w telewizji. Wyłączył odbiornik i zaniósł Momo do jego pokoju, nawet nie drgnął.
Położył się znów, ale i tak miał problemy z zaśnięciem. Jednak w końcu się udało. 
W szkole był zmęczony, jednak po kubku kawy z automatu szkolnego wrócił trochę do trybu dziennego. Na sprawdzianie miał problem z jednym zadaniem, ale nie przejmował się, bo jedno zadanie, za które dostanie i tak część punktów było niewiele ważne. Później nie było gorzej. Dzień jak co dzień. 
Wrócił do domu, nie musiał dzisiaj odbierać Momo ze szkoły, bo miał na drugą zmianę, co pozwoliło bratu go odprowadzić. 
Po powrocie cioci nie było, chyba była na zakupach, więc posprzątał trochę póki nie było jej w domu.
Wyjrzał przez okno, był bardzo zmęczony, znudzony. Chciał oderwania, jakiejś wolności, odpoczynku. Jednak wiedział, że na dzień dzisiejszy to nie jest zbyt możliwe, bo musiał chodzić do szkoły, ale zbliżały się ferie zimowe. Zastanawiał się też, co u jego matki. Dawno z nią nie rozmawiał. Spojrzał przelotnie na telefon, a po chwili znów przez okno. Jego oczom ukazała się piękna dziewczyna, niczym anioł. Nie mógł oderwać od niej wzroku, nawet wtedy, gdy zauważyła, że na nią patrzy. Nie mrugnął, a ona pomachała mu i zniknęła w samochodzie. Dopiero wtedy się ockną. Zastanawiał się czy to był sen, czy nie. Czy dziewczyna była prawdziwa. 
Usłyszał, że ktoś wchodzi do domu, więc poszedł pospiesznie do przedpokoju. Pomógł cioci w rozłożeniu zakupów, a ona dała mu kilka rzeczy. Uśmiechnęła się. 
- Wspaniały z ciebie chłopiec Yoshi. Byłam u ciebie w szkole. Chwalą cię bardzo, chociaż była mowa o jakiejś bójce? 
- Tak ciociu, nie chciałem cię niepokoić. To tamci zaczęli, ja się tylko broniłem. 
- Nie wiedziałam, że takie chucherko ma tyle siły.- uśmiechnęła się znów ciepło. Odwzajemnił uśmiech, pocałował ciocię w policzek, podziękował i poszedł do siebie. 
Odebrał brata ze szkoły, kupił mu po drodze ciepłą bułkę w piekarni. Mały bardzo narzekał tego dnia. Zapowiadało się chyba na choróbsko. Faktycznie wieczorem Momo miał już temperaturę i ciocia zadecydowała, że nie idzie do szkoły z czego malec nie był do końca zadowolony. 
Yoshi poszedł wcześniej spać, bo chciał do szkoły pójść pieszo, co łączyło się z wcześniejszym wstaniem. 


Udało się, do szkoły dotarł na czas, a już na pierwszej przerwie w oczy rzuciła mu się ta sama dziewczyna o urodzie anioła. Spojrzała na niego, a koleżanka ciągnęła ją za rękę w innym kierunku. Znów nie mógł oderwać od niej wzroku....