Następnie? Nic nowego. Pani zapomniała o sprawdzianie z histy! Yatta!
No i co? Nic, nic nowego. Tęsknię za każdą moją kochaną dziewczyną z osobna, cały czas. Ostatnio tak mam, nie chce mi się w domu siedzieć, a tym bardziej wychodzić, bo ślisko jak cholera. No, ale chciałabym spędzać z Wami każdą wolną chwilę, bo non stop mi się nudzi. W ogóle nie wiem, co rysować, potrzebuję weny i pomysłu, bo sama nie mam. HELP!
Hum...niedługo studniówka ?
Znalazłam sobie alternatywę zamiast głośnika... UWAGA pomysł Lu. PIECYK DO GITARY. Trochę ciężko go dobrze ustawić, ale jakoś tam, jakoś się udało.
Dzisiaj opowieść o stworzeniu świata na religię. Pomysł wyszedł od Lu, bo to miała być jej opowieść. Nie gniewaj się!:
Na początku Bóg stał w kuchni... Pichcił ciasto z przepisu swojej pra, pra, pra babci.
Po chwili spojrzał na koszyk z przyprawami i pomyślał ze może by coś zrobić z "Pomysł na... stworzenie świata".
Zastanowił się poważnie, obejrzał przepis na opakowaniu i sprawdził czy wszystkie potrzebne produkty są w zasięgu jego rąk.
Pomyślał, że to nic trudnego, jak powie "Niech stanie się światłość to tak będzie"..
I tak robił analogicznie z każdą kolejną rzeczą, przyprawą. Włożył wszystko do woreczka dołączonego z przepisem i wstawił na 45 minut do piekarnika, by panierka pięknie się przyrumieniła.
- A niech to! - Wrzasnął. Zapomniałem o ludziach. No nic - ciągnął dalej- najwyżej potem ich jakoś powsadzam.
Odczekał określony czas na upieczenie się świata, po czym wyjął z piekarnika. Miał dziwny kształt, nie dość, że był okrągły, to jeszcze popękał. To, co wystawało miało niebieski kolor i było płynne, jednak nie wypływało, a gdy nakłuł świat wykałaczką, okazało się, ze w środku jest gorące, gęste, lecz płynne. Na opakowaniu przeczytał, że miało nie popękać, ale w środku miało być takie, jakie jest.
- To chyba może takie być- powiedział. Mi się podoba.
Za chwilę zaczął dumać nad ludźmi, z czego ich zrobić?
A! Właśnie! Zostało mi jeszcze trochę drożdży- krzyknął.
Z racji tej, że drożdży było mało, Bogu starczyło tylko na mężczyznę i kobietę. Ale potem, co się okazało drożdżowych ludzi było więcej. I tak powstał świat.
A teraz urywek z mojej jeszcze nieskończonej opowieści. :
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
` Poszłam do domu. Plaża była dzisiaj znów cała w deszczu, wiało. Dzisiaj do domu miał wrócić Satel, ale teraz nawet nie przyszło mi to do głowy, bo liczy się dal mnie Aion. Martwiłam się, ale jakoś nie mogłam się zmusić do płaczu. Szłam w milczeniu po mokrej i smutnej plaży.
Kiedy doszłam już do domu starałam się być bardzo cicho. Zaraz po mnie wkroczył Satel. Ściągałam wtedy płaszcz. Krzykną na cały głos jak to w jego naturze bywało „JESTEM!”. Wkurzyłam się i zatkałam mu usta dłonią i położyłam na swoich palec. Od razu załapał, że ma się po prostu zamknąć. Zdjęłam buty i poszłam do kuchni. Z litości zrobiłam Satelowi kilka kanapek z szynką i postawiłam razem z kawą w salonie. Poszłam szukać Sienny, ale jej nigdzie nie było. Zostawiałam rzeczy w swoim pokoju i pobiegłam na plaże, nikogo. Do salonu, tylko Satel. Do łazienki, nikogo.
Poleciałam jak podpalona do sypialni Aiona. Tam był. On i Sienna. Był w ciężkim stanie. Bardzo się pocił, miał gorączkę i koszmary. Sienna siedziała na fotelu i pilnowała by nie wstawał. Zmieniłam ja na warcie.
Po kilki długich jak cholera godzinach Aion się przebudził. Ja przysnęłam na krześle przy jego łóżku. Kiedy pogłaskał mnie po głowie od razu się obudziłam. Był osłabiony, ale zadowolony.
Nie pamiętał nic z wczoraj. Kompletnie nic, nawet tego, że wyszedł po mnie z domu. Kompletnie mnie zatkało, ale nie chciałam tez mu nic mówić, by nie miał nic teraz na głowie. Od razu chciał wstać, ale poprosiłam by dziś jeszcze tego nie robił. Nie chciałam, żeby tak jak ja na początku upadł, a ja sama nie dałabym mu rady. Był dużo wyższy ode mnie i chyba cięższy, ale chudy w sumie.
Przyniosłam mu kaszę manną z sokiem, którą pomogłam ugotować Siennie, bo Marii znów gdzieś wyparowała, szklankę soku pomarańczowego i aspirynę, by zbić resztki gorączki.
Jadł z wielkim zapałam, jakby nie miał nic w ustach od co najmniej tygodnia, ale nie przeszkadzało mi to. Cieszyłam się tylko, że wraca już do zdrowia. Teraz nie było mi ważne nawet to, że Satel jest w domu.
Siedziałam przy Aionie do późnego wieczora. Potem poszłam grzecznie się wymyć i spać. Tylko jak zawsze ktoś musiał mi przeszkodzić. Tym razem nie był to Aion. Satel przyszedł do mojego małego pokoju. Od razu zerwałam się na równe nogi. Stałam w najgłębszym kącie swojego pokoju i patrzyłam na to co ten diabeł wcielony zrobi.
Nic nadzwyczajnego, podszedł do mojego łóżka i przejechał ręką po pościeli, która była widocznie jeszcze ciepła. Potem wziął z krzesła moje ubrania i przyłożył do twarzy. Wyglądało to upiornie, jakby czuł na nich mój zapach. Podchodził do przedmiotów, z którymi miałam styczność i dotykał lub wąchał je. Czułam odrazę, ale jednocześnie dziwne podekscytowanie zaszłą sytuacją. Stałam „wmurowana” w ścianę i patrzyłam na tego wysokiego mężczyznę, który zdawał mi się potworem w ludzkim ciele.
Po chwili zaczęła mnie okropnie boleć głowa, a kiedy Satel podszedł bliżej, ból znacznie przybrał na sile. Nie mogłam wytrzymać i zwijałam się na podłodze wyjąć z bólu. Nagle Satel, nie wiem jak, chyba siłą woli zamkną drzwi pokoju. Ja krzyczałam nadal z bólu. Czułam się jakby mi ktoś wbijał młotkiem śruby w głowę… Płakałam i krzyczałam. Satel podchodził coraz bliżej i film urwał mi się na jego twarzy. Nic więcej nie pamiętałam.
Obudziłam się jeszcze w nocy, ale w pokoju Satela. W jego łóżku. Przestraszyłam się, ale kiedy wstałam znów poczułam ból, tym razem jakby jakieś uderzenie i straciłam równowagę. Satel zdążył mnie złapać. Posadził spowrotem do łóżka. Był dziwnie miły i sympatyczny, jakby nie on.
- Boże, co to było… moja głowa…co się dzieje?! Co ja tu robię?!- Zapytałam trochę zdezorientowana.
- Nie bój się. Widzę, że ten dom nie wpływa na ciebie zbyt dobrze. Co pamiętasz z wczoraj?
- Ja… ten okropny ból, krzyk, płacz, wycie, potem znów ból, ciebie… nie wiem sama nie wiem czy to nie był sen… Zły sen…
- Nie, to nie był sen. To było realne. To co czułaś, jak cię bolała głowa?- Zadawał pytania raz po raz…
- To było… jakby, jakby mi ktoś wbijał wielkie, ciężkie śruby w głowę… nie chcę teraz o tym myśleć, przepraszam.. Mogę iść do siebie?- Chciałam już być jak najdalej od niego, nie wiedziałam co może zaraz zrobić.
- Tak , proszę bardzo… Albo nie… czekaj…- Nie, nie tylko nie to, znów się do mnie przystawia…
- Satel proszę cię, nie rób tego, ja nie chcę… Nie chcę słyszysz?! Nie chcę! Odwal się!- Krzyknęłam i uciekłam z pokoju do siebie. Widziałam jeszcze jego szatański uśmieszek. Zbiegłam ze schodów, choć mało się nie zabiłam. Sienna była w swojej sypialni na dole. Poszłam od razu do niej. Na moje szczęście nie spała. Powiedziałam jej od razu o wszystkim co dotyczyło Satela. Nie mogłam teraz iść do Aiona, a chciałam mu wszystkim powiedzieć. Był jeszcze bardzo słaby i nie chciałam go nad to niepokoić.
Cierpiałam za każdym razem kiedy Satel był blisko…
- Musimy powiedzieć panu Aionowi, czym prędzej winien się o tym dowiedzieć!- Mówiła Sienna i miała racje, ale ja nie chciałam.
- Nie! Nie teraz…on tego nie wytrzyma, jest za słaby na to. Nie może chodzić, prawie nie je… Jest całkiem wyczerpany.
- Ale musisz mu powiedzieć, nie może to ujść panu Satelowi płazem!- Zbulwersowała się…
- Powiem, ale później, jak już będzie zdrów… okej?
- Dobrze…- Przymknęła na to oko, myślała, że naprawdę pójdę do Aiona.
Nie poszłam…. To był mój wielki błąd. Potem Satelowi udawało się mnie szantażować, zastraszać, czasem wykorzystywać. Kończyło się na szczęście bez współżycia.
Kiedy Aion powrócił już całkowicie do zdrowia, zmieniłam się nie do poznania. Zamknęłam w sobie, stałam się skryta i samotna. Coraz rzadziej wychodziłam z domu z Treyem. On też zauważył, że coś nie gra, ale kiedy próbował rozmawiać stawałam się wybuchowa, lub po prostu płakałam i nie dało się ze mną rozmawiać.
Pewnego wieczora Aion wszedł do mojego pokoju bez pukania. Od razu na niego nawrzeszczałam. Był jednak całkiem spokojny i wysłuchał tego co mam mu do wyrzucenia. Potem nawet słowa nie pisnął.
- Powiedz coś!- Krzyknęłam, byłam przyzwyczajona, że po takich wyrzutach to on na mnie krzyczał, ale tym razem była kompletna cisza. Tylko patrzyła na mnie zimnym jak lód wzrokiem.- Powiedz coś do jasnej cholery! Nakrzycz na mnie! Dawaj!- Krzyczałam dalej, ale bez rezultatu.- Mógłbyś się przynajmniej odezwać, a nie siedzisz jak wielmożny pan!- Teraz też nie odezwał się ani słowem.
Nie miałam już siły i nerwów, by to dalej ciągnąć. Położyłam się na łóżku i płakałam. Drzwi były uchylone. Nie krzyczałam mu po imieniu nie wiem dlaczego, ale jakoś tak wyszło. Aion schował się w cień...`
C.N.D ^__^
