25 sty 2011

Child of moon.

Stał sam na plaży, a pomarańczowe zachodzące słońce oświetlało tak pięknie jego twarz. Po chwili podszedł do niego najlepszy przyjaciel, zawiesił rękę na jego ramieniu i ciepło uśmiechnął się widząc jego delikatny uśmiech. Reszta grupy stała daleko, obok krzaków. Piasek był jeszcze ciepły choć powoli zaczynało powiewać chłodnym wiatrem. Machali do nich i krzyczeli, że idą, ale nie zwrócili na to większej uwagi. Byli sami, we dwóch, równy z równym. Przyjaciele na śmierć i życie. 
Odeszli dopiero późnym wieczorem, kiedy naprawdę zrobiło się już zimno. Nałożyli na nogi z  powrotem skarpetki i buty, po czym poszli w dal. 
Często oglądali zachodzące słońce. Lubili je, można nawet powiedzieć, że kochali mimo, że zazwyczaj przypominało o rozstaniu. Siadali wtedy na piasku i w milczeniu obserwowali chowające się za horyzontem słońce. 


Poszli do domu Kaia. Był wyższy od przyjaciela prawie o głowę, ale to nie przeszkadzało im razem spędzać czas, grać na gitarze czy w karty. Tworzyli razem kawałki, które później grali dla reszty bandy, albo razem malowali coś niezwykle pięknego. Nie zazdrościli sobie, bo nie na tym rzecz polegała. Byli najlepszymi przyjaciółmi i dzielili się prawie wszystkim. Nie licząc dziewczyn, ale mieli odmienny gust, więc nie sprzeczali się zbyt często. 
Usiedli na kanapie w salonie, włączyli telewizor i obaj zasnęli oglądając program. Kai oparł głowę na oparciu kanapy, a Adam oparł się o niego. Kai od dawna mieszkał sam. Mimo, że miał dopiero około 25 lat, mieszkał sam od 10. Jego rodzice rozwiedli się, a gdy matka dostała prawa rodzicielskie po prostu wyrzuciła go z domu. Na początku było mu na prawdę ciężko, spał u kolegów. Szukał pracy bardzo długo. Nie chciał być tak zależny od kogoś, więc zatrudnił się w niewielkiej firmie ojca kolegi. Pracował tam długi czas, a później jakoś tak wyszło, że pisał trochę i został początkującym pisarzem. Zaczęło mu się doskonale układać, jego książki były świetnie sprzedawane, a on sam dorobił się dzięki temu niezłej sumy pieniędzy na koncie. Dodatkowo teraz pisał od czasu do czasu, ale niedużo. Chciał po prostu, by pieniądze nie rozpłynęły się od tak. Adam mieszkał z nim. Był jego współlokatorem. Kai kupił duży dom, ale czuł się w nim bardzo samotny, więc napisał ogłoszenie o wynajem połowy. Jednak, gdy ich przyjaźń się zawęziła on płacił za wszystko. Nie chciał kolegi nadwyrężać, bo tamten nie był tak nadziany, jak on. Mimo to bardzo dużo mu pomagał, nie chciał być zbędnym balastem, więc działał jak mógł. Nie raz i nie dwa chciał się dołożyć do opłat, ale dostawał wtedy niezłą reprymendę. Mimo to kochał przyjaciela, był dla niego jak brat i vice versa. 


Pierwszy wstał Adam. Zobaczył, że jest już wcześnie rano, więc bezszelestnie przetransportował się do toalety, by wziąć prysznic. 
Gdy wyszedł Kai już czekał na niego ze śniadaniem. Zrobił doskonałe naleśniki. Jak zwykle przy śniadaniu wywiązała się ciekawa rozmowa na temat życia i śmierci. Adam utrzymywał, że przeżył za młodu śmierć kliniczną, a Kai na początku nie za bardzo w to wierzył, jednak historia jaką przytaczał Adam i autentyczność z jaką opowiadał swoją historię była zaskakująca, że Kai uwierzył przyjacielowi. Wiedział, że ten go nie okłamie. 
Po śniadaniu Kai poszedł pod prysznic, a Adam sprzątnął po śniadaniu. Kai musiał napisać jakiś niewielki materiał. Przeważnie szło mu bardzo szybko, a jego niewielkie lub nawet duże 'dzieła' były tak zajmujące i zaciekawiające, że nie chciało się od nich oczu odrywać. Trzeba było przyznać, że miał do tego wielki dar. 


Poszli następnie do miasta na małe zakupy. Kupili tylko najpotrzebniejsze rzeczy, bo ani jeden, ani drugi nie lubił się rozdrabniać. 
Później spotkali się z resztą przyjaciół, jak zwykle na plaży. Poszli na skraj lasu, który był spory kawałek drogi od plaży, jednak nie weszli do niego. Ich jedyna koleżanka nie lubiła lasów i bardzo się ich bała. Następnie powędrowali na łąkę nieopodal. Tam robili śmieszne zdjęcia, filmiki i wygłupiali się ile dusza zapragnie. Lubili czasami wrócić wszyscy razem do czasów dorosłego dzieciństwa. Cała ekipa nie licząc Adama znała się jeszcze z czasów podstawówki. Dziwne było to, że odeszła tylko jedna osoba. Na jej miejsce wstąpił właśnie Adam, poza tym cały czas ekipa była niezmienna. Reszta przyjęła nowego członka bardzo ciepło, a nawet go polubili, jednak Kai nie miał z nikim z tamtych takiego kontaktu, jak właśnie z Adamem. 


Pewnego popołudnia Kai miał sprzeczkę z jakimś kolesiem z innego gangu. Nie bał się, tylko był rozwścieczony. Dopiero później dotarło do niego jakie może mieć to konsekwencje w późniejszym czasie. Postanowił być czujny i mieć oko na swoich przyjaciół. Często ostatni szedł do domu razem z Adamem, odprowadzając uprzednio wszystkich do swoich domów. Robił tak bardzo długi czas, bo bał się o nich, jednak kiedy po kilku miesiącach sprawa ucichła, powoli zaczął dawać sobie z tym spokój. 
Jednak później okazało się, że to nie koniec problemów. Ktoś wybił okno w domu jego i Adama z czego obaj nie byli zadowoleni. Adam chciał to załatwiać na własną rękę. Kai nie zgodził się na to i od razu pojechał na policję. Niestety sprawcy nie ujęto, ale on sam doskonale wiedział, kto to zrobił. Cały czas hamował przyjaciela, żeby nie robił nic na swoją rękę, ale Adam działał po kryjomu. Nic nie powiedział Kaiowi, że szuka przestępcy na własny rachunek. 
Kilka dni później jeden z ich przyjaciół przypłacił za to zdrowiem, bo tamci go znaleźli i dotkliwie pobili. Reszta znalazła go, gdy mała część tamtego gangu jeszcze znęcała się nad ich przyjacielem. Adam o nic nie pytając pobiegł za nimi, a Kai z resztą został na miejscu wzywając karetkę. 
Kai szukał później Adama, poszedł w stronę gdzie pobiegł, jednak po chwili zobaczył na piasku ślady krwi. Zaniepokoiło go to, więc pobiegł za jej śladem. Co się później okazało Adam szarpał chłopaka w krzakach, który był już wyraźnie w agonii, ale to nie wyglądało normalnie. Co gorsza, bardzo nienormalnie. Adam spojrzał na Kaia, ale nie oderwał się od ofiary. Kai uciekł do reszty, a ich przyjaciel akurat był wnoszony do karetki. Poszli do niego od razu, gdy tylko mogli, nie było z nimi Adama. 
- Gdzie jest Adam?- zapytała dziewczyna.
- Nie wiem, nie znalazłem go, ale bardzo się martwię.- powiedział Kai zaniepokojony, ale nie tym, że Adama nie ma. Bardziej tym, co zobaczył, gdy go znalazł. 

Poszedł do domu. Adam już był tam i wyglądał bardzo dobrze. Pytał cały czas o przyjaciela leżącego w szpitalu nic nie wspominając o tym, co się działo z nim, gdy tamci czekali na przyjazd karetki. W końcu Kai zdenerwował się na niego, że jest tak ożywiony i pełen energii po tym, co się stało. Kiedy tylko sobie wszystko poukładał doszedł do wniosku, że wie już, co się dzieje. Stał naprzeciw przyjaciela i wpatrywał się w niego tępo. 
- Adam! Adam!
- Tak?- zapytał spokojnie mrużąc oczy.
- Adam!- powtarzał  Kai.- Ty jesteś... jesteś... 
- Tak, jestem. Nic więcej nie mów. Nie skrzywdzę cię.- powiedział patrząc mu głęboko w oczy i podchodząc do niego wolno. Kai nie miał się już gdzie cofnąć, więc opadł na kanapę. Złapał się za głowę i spojrzał na niego pochylonego odrobinę jeszcze raz. Tamten uśmiechnął się ciepło, jak zawsze i przytulił przyjaciela mocno. Kai wiedział, że Adam będzie dbał o jego dobro, że będzie się troszczył o jego bezpieczeństwo i zawsze to robił. Spojrzał na niego jeszcze raz oczami pełnymi łez. 


Kilka dni później policja znalazła ciało zabitego przez Adama członka gangu. Policja przyszła do ich domu i zwinęła go bardzo szybko, a Kai dostał kilka razy za stawianie oporu, ale jego zostawili w domu. Nie wiedział, co ma robić, ale Adam wychodząc powiedział cicho, żeby Kai nie martwił się o niego, że niedługo wróci. On spojrzał na niego wielkimi oczyma. 


Później nie było lepiej, koleś z którym Kai miał na pieńsku przyszedł do jego domu. Ni z gruszki ni z pietruszki zaczął wszystko niszczyć i rozrzucać. Kai wdał się z nim w bójkę. Po chwili jednak okazało się, że chłopak ma broń. Kai musiał działać szybko. Uwolnił się z jego uścisku i pobiegł schodami do swojej sypialni. Miał tam niewielki pistolet, który kupił sobie, dawno temu. Szybko wrzucił do niego naboje i odbezpieczył. Gdy usłyszał, że koleś wchodzi po schodach bardzo szybko schował się za drzwiami, choć wiedział, że może nimi dostać. Tamten od razu wiedział gdzie się kierować, jedyne drzwi, które były zamknięte. Kai myślał, że może nie będzie musiał strzelać do niego, że uderzy go w głowę z rękojeści pistoleta, ale nie udało się. Tamten strzelił pierwszy trafiając go w ramię. Kai oddał też jeden strzał trafiając przeciwnika w nogę, ale tamten mimo to sprawnie się poruszał. Znaleźli się ponownie na dole w salonie. Wymiana strzałów, dom dosłownie w kawałkach. W ostatnim momencie wszedł Adam i zastrzelił napastnika. Trafił prosto w środek głowy. Tamten niestety oddał jeszcze kilka strzałów trafiając Adama. Drasnął go tylko, ale Kai nie miał tyle szczęścia. Ostatnie dwie kulki wylądowały w jego brzuchu. Upadł na ziemię ciężko dysząc i łapiąc powietrze. 
- Kai. Nie umieraj, nie zostawiaj mnie, nie odchodź. 
- Adam.- szepnął Kai.- Widzisz- uśmiechnął się- cieszę się, że mogę się z tobą pożegnać. 
- Nie żegnać, nie żegnać. Nie odejdziesz, proszę! Nie rób mi tego!- krzyczał Adam płacząc. 
- Nie mogę. To już koniec. Nie chciałem tak, chciałem inaczej. A... leżę... tu z .... dziurą w brzuchu. 
- KAI!- ryknął Adam. Kai tylko podniósł rękę ze swojego brzucha i położył na policzku przyjaciela. 
- Niezła...sieczka... - uśmiechnął się ciepło, a po jego policzku spłynęła gorąca łza.- Dziękuję, będę tęsknił.- wymamrotał.- żegnaj...- tak brzmiało jego ostatnie westchnienie. Adam siedział i płakał tuląc do siebie przyjaciela na środku rozpieprzonego w drobny mak domu. 


Stali oparci o białego garbusa czekając na wschód słońca. Na wzgórzu było już jasnawo, a oni stali w ciszy czekając na nadchodzące przeznaczenie. 
Patrzyli w dal, gdzieś gdzie za chwilę miało skończyć się dla nich wszystko. Byli jednak szczęśliwi, że odchodzą razem. Odziani byli w swoje codzienne ubrania, a na nich powiewały białe płaszcze. Kai spojrzał na Adama, a Adam na Kaia. Uśmiechnęli się do siebie ciepło. To był uśmiech pożegnalny, gdyż słońce zaczęło wschodzić powoli na horyzont zapowiadając kolejny dzień. Jednak dla nich to był koniec podróży. Stali tak ponownie wpatrując się w dal. Nic nie mówiąc. Później już nawet nie oddychając. 
Zniknęli, gdy tylko ich twarze oblały pierwsze promienie ciepłego słońca. Byli nierozłączni.