Ouh. Gorące kakao, paczka chusteczek, komputer i TV. Od dawna już tego nie było. Przewaga samego komputera i kubka kakao. Zamęczy mnie to cholerstwo najwyżej, katarek. Uhhh.!
Wczorajszy wieczór na długo pozostanie w mej pamięci, choć nie należę do ludzi, którzy długo pamiętają...um..
Lu:Ciel się do tego bardzo przyczyniła. Naprawdę. Będę o tym gadać na każdym blogu jaki mam.! Mam dwa. Heh.
WWE, smackdown...etc. Długo, długo nie oglądałam. Aż ciekawie mi się ogląda. To nic, że stary od wczoraj się wszystkiego czepia, chociaż mnie to wkurza... Tylko trzeba myśleć pozytywnie. No i daje się, nie daję się nerwom.! Youh!
I mam jeszcze najlepszą sis pod słońcem. Tyle mam do powiedzenia.
I tęsknię ze Tośkiem i Effkiem, ale w poniedziałek się zobaczymy i juu.. Heh.
Może jakąś opowieść? Kombinujem! Albo nie, kawałek kolejnego, niedokończonego zapisanego w moich zbiorach:
Ruki- The gazette
`(...) Ubrali się i wyszli cicho z domu. Szli chwilę w milczeniu, ale nie długo, bo Shin miał wiele pytań. Na większość Yoshiki nie chciał, podkreślając, na razie odpowiadać. Nie czuł się jeszcze pewnie, ale chciał za wszelką cenę utrzymać kontakt z nowym kolegą. Nie raz został zraniony przez pseudo przyjaciół, gdy zaczynał się angażować. Zachowywał dystans wobec Shina, chociaż tak bardzo tego nie chciał.
Rozmawiali aż do samego domu Umariego, który nie był zbyt blisko. Właściciel sam nie był z tego zadowolony, ale już doszli.
- Hej. To może wejdziesz jeszcze na herbatę?
- N-ni…
- Nie odmawiaj, proszę. Możesz zostać nawet na noc. Nie wiem czy chcę cię puszczać w tak ciemną noc.
- Nie mogę, będę musiał wrócić do domu, ale herbaty mogę się jeszcze napić.- ta odpowiedź wywołała uśmiech na ustach kolegi. Otworzył więc drzwi mieszkania, bo mieszkał w można to określić, kamienicy studenckiej. Zapalił światło, a oczom gościa ukazało się niezwykle czyste mieszkanko, ale puste. Zawsze myślał, że Yoshiki mieszka z rodzicami albo lokatorem, ale nigdy by nie pomyślałby, że sam.
- Zapraszam, zapraszam.- powiedział dając znak dłonią. Shin wszedł niepewnie, rozebrał się z płaszcza w przedpokoju i poszedł za znajomym do kuchni. Usiadł naprzeciwko niego na stołku i obserwował, jak co chwila wstaje, by coś zrobić.
Po zagotowaniu się wody Yoshiki odczekał kilka minut nim zalał herbatę, po czym podał napój i cukier koledze. Ponownie zaczęli rozmawiać, ale gospodarz bardziej się rozkręcił i tym razem on pytał. Był na znanym terenie, więc czuł się pewniej.
Po wypiciu Shin zaczął się zbierać do domu. Czuł już narastające powoli zmęczenie. Rozumiał, że jego organizm woła o sen, że to najodpowiedniejsza pora na to, by już położyć głowę na miękkiej poduszce, nakryć się kołdrą i odpłynąć w czarną przestrzeń lub świat kolorowy, świat marzeń.
Ubrał się i pożegnał ciepło z kolegą obiecując częstsze spotkania i odwiedziny. Nie miał za wiele czasu i cieszył się bardzo, gdy pomyślał, że zobaczy przyjaciela chociażby w szkole.
Szedł ciemną ulicą oświetlaną żółtym światłem latarni ulicznych. Rozmyślał o szkole, studiach, rodzicach, siostrze, Nanie i Yoshikim. Największą część umysłu zaprzątały mu dwie ostatnie sprawy. Martwił się szczerze o Nanę. Nie chciał, by działa jej się jakakolwiek krzywda. Czuł się jak jej brat, opiekun, a także bratnia dusza i oparcie w potrzebie. W sumie wynikałoby, że tak właśnie jest, chociaż nie byli spokrewnieni.
Po drodze spotkał małego psa, szczeniaka. Porzuconego przez matkę lub po prostu opuszczonego z powodu jej śmierci, np. z wycieńczenia. Zrobiło mu się go szkoda, więc schował trzęsące się stworzonko w płaszcz, podtrzymując jedną ręką. Zaczynało znów kropić, a nie chciał, by piesek przeziębił się lub bardzo rozchorował. Dla tak maleńkiego stworzonka mogło skończyć się to śmiercią. Bał się trochę wracać z nim do domu ze względu na rodziców, a także ze względu na Yori, która jak wypada na jej młody wiek, kocha każde zwierze, a piesek nie jest przecież zabawką. Miał wiele swoich obowiązków, a teraz jeszcze szczeniak. Przystanął na chwilę i spojrzał na maleństwo, które zasypiało rozgrzewane płaszczem jego bohatera. Gdy tak na nie patrzył nie miał najmniejszych wątpliwości, co powinien zrobić, choć przeszło mu przez myśl, by go zostawić. Nie dał jednak rady, miał za miękkie serce. Sam, gdyby był takim maluchem, chciałby żyć i być kochanym. Okrył zwierzątko bardziej płaszczem, bo deszcz był coraz gęstszy.
Gdy doszedł do domu był cały mokry. Piesek też trochę zmókł, ale nie bardzo. Shin zdjął szybko płaszcz i powiesił go na kaloryferze w przedpokoju, by obsechł. Poszedł do łazienki po ręczniki. Położył pieska na kanapie i zawinął w ręcznik, tak, ze wystawała sama maleńka ciemnobrązowa główka. Szybko osuszył włosy ręcznikiem i zmienił mokre rzeczy na suche.
- Co robisz?- zapytała Nana wchodząc cicho do jego pokoju.
- Nic. Zobacz tylko, co znalazłem w drodze do domu.- Nana podeszła do sofy i przykucnęła. Pies patrzył na nią wielkimi, ale nadal jeszcze małymi oczyma. Był wyraźnie przestraszony i niepewny. Dziewczyna uśmiechnęła się i pogłaskała dwoma palcami malucha po łebku.
- Co zamierzasz z nim zrobić?- zapytała odwracając się do kolegi.
- Jeszcze nie wiem. Chyba go oddam, albo sprzedam, a jak się nie uda to będę musiał sobie zostawić. Nie mam wyjścia, nie wyrzucę go.
- Jego matka musiała zdechnąć. Jest wychudzony.
- Nie wiem, ale idę po mleko, jeszcze może mu się przydać, tylko, co daje się takiemu gnojowi do jedzenia?!
- Mleko Shin, mleko.
Dziewczyna zaczęła delikatnie wycierać futerko pieska, a gdy był już całkiem suchy zabrała ręcznik i odłożyła go na podłodze obok sofy. Shin po chwili przyszedł z niewysoką podstawką i kartonem mleka w dłoni. Nalał do pełna, postawił na podłodze, po czym posadził obok niej malucha. Ten podszedł wolno do miseczki, a gdy wywąchał mleko nie mógł się od niego oderwać. Shin dolewał jeszcze kilka razy. Później tylko zastanawiał się, co zrobi, jak mu pies nasika na dywan. Wymyślił jednak mały kojec z niewielkiego stoliczka. Dokładniej odwrócił go blatem do podłogi, a nogi okleił folią śniadaniową dla bezpieczeństwa przyklejając taśmą końce. Stolik był niewysoki, ale za to szeroki. Wyłożył go najpierw kilkoma ścierkami, później sporą ilością papieru toaletowego i ręcznika papierowego, a na sam koniec gazetą i dawno nieużywanym kocem. Włożył do środka miseczkę z mlekiem nienalanym do pełna, by się nie rozlało.
- Wiesz, Nana?
- Mhm?
- Boję się reakcji Yori, gdy zobaczy to maleństwo.
- No.- skwitowała, po czym oparła się o ramię przyjaciela, a oboje patrzyli na znalezisko, które już smacznie spało. Shin postawił „łóżeczko” w rogu pokoju, by nie rzucało się w oczy. Przykrył spory kawałek kocem, ale wiedział, że siostra i tak zobaczy, że coś tam jest. Poza tym stół zniknął ze środka pokoju, jak mogła nie zauważyć.
Rozłożył sobie łóżko, a po chwili Nana wróciła do jego pokoju, gdy skończyła krzątać się po swoim.
- Wiesz, co Shin? Chyba wynajmę u was ten pokój. Mam nadzieję, że twoi rodzice nie będą na mnie źli. Jutro przyniosę od siebie część rzeczy.- powiedziała powoli, jakby chciała żeby chłopak wyłapał każde jej słowo. Uśmiechnął się i przytulił przyjaciółkę. Ona zaśmiała się i odsunęła od niego.
- Cieszę się kochana. Będziesz bezpieczna.
- Tak. Wiem.- pocałowała go w policzek, pożegnała się i poszła spać do swojego pokoju. Shin też długo nie posiedział, zasnął szybko.
Rano od razu zerwał się na równe nogi i podszedł do pieska. Mały siedział cicho w stoliku, ale fakt faktem było narobione. Jednak cieszył się, że nie na dywan albo gdzieś w pokoju. Usiadł przed kojcem i sięgnął z biurka laptop. Szukał czegoś o opiece nad maluchem, a do pokoju wpadła Yori, a za nią Nana.
- Cześć!- krzyknęła młodsza. Nana patrzyła na Shina z jedną zmarszczoną brwią.
- Hej mała, co tam?
- Zrobiłam śniadanie.- powiedziała uważnie rozglądając się po pokoju.
- Okej, zaraz przyjdę.- powiedział i wrócił do laptopa. Kiedy Yori wyszła Nana zamknęła drzwi pokoju Shina i podeszła do stworzonka.
- O. Nakupkał.- powiedziała uśmiechając się do kolegi.- To dobry znak, jest zdrowy. Trzeba będzie z nim iść do weterynarza, zrobić badania i zastrzyki i założyć książeczkę zdrowia.- powiedziała i czekała na odpowiedź Shina, ale ten tylko patrzył na nią tępo.
- Skąd o tym wiesz?- zapytał zdziwiony.- Nawet nie zdążyłem do tego dojść w Internecie.
- Moi rodzice swego czasu mieli psa. Wiem, co nie, co.
Usiadła obok niego. Wzięła szczeniaka, posadziła na kanapę, a resztę rzeczy to oddała do prania, to wyrzuciła. Później posadziła malucha z powrotem w stole i ściągnęła przyjaciela na śniadanie, bo młodsza siostra już strasznie się piekliła.
Po zjedzonym posiłku Nana poszła się przygotować i oznajmiła, że wybiera się na próbę. Zabrała ze sobą trochę kanapek, bo dziś miała wrócić późno.
- Shin, idziesz ze mną?- zapytała ukradkiem puszczając oczko koledze.
- J-jasne.- powiedział szybko.
Poszedł do swojego pokoju, zawinął pieska w koc i schował do plecaka. Miał nadzieję, że nic mu się nie stanie i wytrzyma chwilę. Wziął też całe swoje dochody, jakie miał, by zabrać go od razu do weterynarza.
Gdy odeszli kawałek od domu wyciągną kurdupla z torby i wziął na ręce.
- Wybacz.- szepnął do niego, a on jakby rozumiejąc zamerdał ogonkiem. Odprowadził Nanę tam, gdzie miały próbę. Oczywiście koleżanki z zespołu musiały najpierw wygłaskać i wyściskać psiaka. Shin stał tępo i czekał aż przestaną. Pożegnał się z nimi i wyszedł. Chwilę później zadzwonił do Yoshikiego czy nie chciałby się przejść z nim. Zgodził się, bo akurat nie miał nic do roboty.
- Cóż to za maleństwo?- zapytał Yoshiki, gdy tylko ujrzał kolegę. Uśmiechnął się, ale nie pogłaskał malucha.
- Znalazłem go, jak wracałem od ciebie. Było zimno i padało, a zrobiło mi się go szkoda. No i widzisz, mam kolejny problem…
- Byłeś z nim u weterynarza?
- Nie, właśnie chcę cię poprosić żebyś poszedł ze mną tam. Ja się nie znam kompletnie nie mam psa i nigdy nie miałem…
- Spokojnie, pójdę. Ja miałem i to nie jednego.- uśmiechnął się. Poszli do wujka Yoshikiego, weterynarza. Tan był bardzo rad z wizyty chłopaka, a nawet zaproponował mu wizytę u siebie w domu, ten jednak odmówił mówiąc, że ma dużo nauki.
Doktor zbadał zwierzątko, po czym wykonał wszystkie należne czynności. Założył także książeczkę zdrowia maluchowi, którą zapisał na Yoshikiego. Miał sporą zniżkę u wujka na artykuły dla psa. Smycz, obrożę, miski i jedzenie. Podziękował i obiecał umówić się z nim na herbatę.
Gdy odeszli kawałek z psem na rękach Shin zapytał, dlaczego nie chciał iśc do wujka na herbatę, a ten opowiedział mu, że powiedziałby zaraz wszystko, co usłyszał jego rodzicom. Nie chciał, by interesowali się nim, ingerowali w jego życie. Wiedział, że gdyby w lecznicy była ciotka nie odmówiłby. Ona była inna. Wszystko, co mówił jej chłopak zatrzymywała dla siebie, była dla niego można powiedzieć przyjaciółką. Traktowała go dobrze i z szacunkiem. Rodzice byli dla niego sporo mniej ważni niż ona czy nawet Shin.
Przyjaciel bardzo chciał znać życiorys kolegi, ale ten zamilkł i nie odezwał się do samego domu.
- Wejdź. Upiekłem ciasto.- powiedział po chwili, gdy stali pod kamienicą i wpatrywali się w okna.
- Jasne.- uśmiechnął się Isobe. Weszli do pustego mieszkania puszczając malucha wolno. Yoshiki miał starą kuwetę, a nawet trochę ligniny, by wyłożyć ją. Gdy spostrzegł, że piesek ma chęć na siusiu od razu posadził go w kuwejtce.
- Tym razem mi się udało, mam nadzieję, ze będzie tutaj załatwiał swoje potrzeby do czasu.- powiedział patrząc na przyjaciela. Zrobił doskonałą herbatę i podał kawałek ciasta Shinowi. Rozmawiali długo i dogadali się, by maluch został u Yoshikiego, z tym, że Shin zapłacił za wszystkie badania i przybory. Ciężko mu było przekonać kolegę, by wziął pieniądze, ale była nieugięty, a Yoshi się złamał. Niechętnie przyjął datek, ale obiecał sobie, że wyda to tylko na zwierzaka.
- W sumie…- zaczął- …będzie naszym wspólnym zwierzaczkiem.- powiedział przesłodzonym tonem i zaśmiał się. Shin zrobił dokładnie to samo, a piesek począł im się łasić do nóg. Dostał trochę jedzenia i mleka. Obaj doszli do wniosku, że mleko będzie dla niego najlepszym rozwiązaniem.
Gdy Shin zbierał się do domu Yoshi nakroił mu ciasta pod pretekstem, że nie zje tego sam, a długo to ciasto nie postoi. Przyjął je oczywiście bez gadania, bo bardzo mu smakowało. Poszedł sam zostawiając pupila pod opieką najlepszej osoby, jaka mogła się trafić.
W domu Yori już czekała z pytaniami. Kiedy tylko dorwała brata zaczęła pytać, co zrobił ze stołem i po co? On wymyślił jakąś bezsensowną wymówkę, w którą młodsza nie uwierzyła, ale powiedział, że nie będzie jej się tłumaczył. W zamian wcisnął jej ciasto od przyjaciela. Nana wróciła niedługo po nim od razu wpadając jak burza do jego pokoju. Powiedział jej gdzie jest piesek, a ona tylko obdarzyła go lekkim uśmiechem. Było jeszcze wcześnie, a oboje nie mieli już nic do roboty. Shin usiadł do książek, a Nana przyniosła mu pierwszą ratę za czynsz. Nie chciał pieniędzy, ale ona uparła się, że ma je dać swoim rodzicom. Poszedł położyć im kasę na komodzie w sypialni i zostawić kartkę, że to od Nany, ale jego matka ku jego zdziwieniu była już w domu.
- Mama? Co tu robisz? Nie powinnaś być w pracy?
- Powinnam, ale źle się poczułam. Szef kazał mi iść do domu i dał mi trzy dni urlopu.
- Miał rację, źle wyglądasz. Potrzeba ci czegoś?
- Nie synku, wszystko już wzięłam, muszę się tylko wyspać, odpocząć. Stało się coś?- uśmiechnęła się lekko. Była nadal piękną kobietą, lecz już trochę zniszczoną przez upływ czasu. Urodziła Shina wcześnie, a jej mąż był jej pierwszym partnerem. Któregoś razu ich poniosło i tak to się potoczyło, jednak ojciec nie zgodził się na aborcję. Uznał, że chłopiec jest wynikiem ich miłości, a miłości nie można zabijać. W głębi duszy był romantykiem.
Shin bardzo kochał rodziców, a oni kochali jego. Matka często mu to mówiła za młodu, jednak teraz praktycznie mijali się w ciągu dnia, a Shin nie lubił do nich chodzić od tak. Musiał mieć jakiś powód. Nie lubił się narzucać lub obciążać ich swoimi problemami, a ze wszystkim chciał radzić sobie sam, chciał być twardy.
Matka podeszła do wyższego od siebie młodego chłopaka, swojego jedynego syna i spojrzała mu głęboko w oczy. Pogładziła jego policzek i mocno przytuliła dziecko do siebie. Shin poczuł, że mama chce dla niego jak najlepiej, ale wiedział, że zbyt wiele zależy od niego, bo gdy odda los w ręce rodziców nigdy nie będzie szczęśliwy. Pocałował mamę w czoło i wręczył jej pieniądze mówiąc, że to czynsz Nany i sama mu dała te pieniądze. Matka pokręciła głową dodając, że nie musi tak dużo dawać na „wynajem” pokoju. Jednak dziewczyna była uparta.
Wrócił do swojego pokoju i naprawił stół. (...) `
