17 sty 2011

Buh, buh!

Zastanawia mnie fakt, dlaczego ludzie, którzy nie mają w sumie większych lub mniejszych powodów do doła go mają. To mnie dziwi i irytuje. Dziwi, bo tak naprawdę nie mają powodów do zmartwień, a irytuje, ponieważ muszę oglądać na gadu-gadu jakieś durne smutne opisy, albo takie, które to dziękują całemu światu za wsparcie oraz pocieszanie, a kolejnego dnia znów wyświetla mi się ten sam opis. Eh... Później zajmują mi cenny czas, gdyż muszę to najpierw przeczytać, później przeanalizować, a na koniec muszę usunąć daną osobę z listy kontaktów jeśli takowa aż tak bardzo mnie już zirytuje. 
Ludzie, przemawiam do Was! Nie bądźcie smutni, bo czasu na to szkoda, czyż nie? Dlaczego możecie marnować czas na niepotrzebny nikomu smutek, na wylewanie hektolitrów łez w poduszkę, która wcale nie chce być każdego wieczora przemoczona? Czymże ona Wam zawiniła? Chyba niczym. Ty lepiej weź się zbierz w kupcię człeku i idź do tego lub tej, co Ci krzywdę zrobił i powiedz, co myślisz bez ogródek, bo co Cię do jasnej ciasnej zdanie jej/ jego obchodzi? 
Nie będę się bardziej rozpisywać na ten temat, bo jeszcze bardziej się zirytuję, a tego nie chcę. 


Jest poniedziałek, czyli wczoraj była zapewne niedziela. Siedzę sobie grzecznie, bo jak inaczej w poniedziałek wieczorem, u siebie w pokoju. Mała świeczka pod podgrzewaczem pali się delikatnym płomieniem dzięki czemu w pokoju ulatnia się słodki, owocowy zapach, jednak nie, musiałam dolać olejku, więc teraz jest kokos z czymś tam. To nic, że mam jeszcze lekki katar, czuję piękny zapach. Na początku trochę bije w nozdrza, ale później staje się coraz delikatniejszy, a może to ja się przyzwyczajam do niego. Nie wiem. 
Na krzesełku obok leży książka, lektura szkolna, przeczytana do szóstego rozdziału. Za chwilę wezmę się dalej za męczenie jej, choć muszę przyznać, że nie jest taka zła. Miał być romans, a na razie przeważają opisu podwórza i domu. "Granice". 
Wymieniam zdania z Codym na gadu-gadu i z Lu:Ciel. 
Za oknem coś świeci mi po szybach. Ach! To tata wrócił z pracy, będzie trzeba dać mu obiadek. 
Na jutro nie mam wiele zadane, a uczyć się też nie muszę. Cieszy mnie to, ponieważ będę mogła przeczytać dziś trochę więcej tej lektury, a ponad to nie ma jutro matematyki, którą przecież tak wszyscy lubią. 
Dobra kończę te wywody, bo to się śmieszne robi, I nie! Nie włączę komentarzy i wcale nie chciałam Was w obserwatorach, ale jak już jesteście, to jak będzie Wam się chciało to będziecie to czytać, chociaż wiem, ze i tak tego nie robicie, bo za długie. Przetrwają najsilniejsi. Taki diary...


Co? Jakieś opowiadanie? No okej. Moment.:



Kiedy leci ta piosenka, nie potrafię jakoś na niczym się skupić.





Mglisty poranek wyłonił się zza rolety pokoju. Nie była zaciągnięta do końca, bo okna miały tendencję do parowania, więc lepiej, by było dla nich jakieś miejsce. Niewiele i tak dawało to, że były nie do końca zasłonięte, jednak poprzedniego wieczora były opuszczone do połowy, więc niewyraźne światło dostawało się do pokoju. 
Nałożyła sobie bardziej kołdrę na głowę, ale wiedziała, że raz obudzona już nie zaśnie. Obróciła się twarzą do okna, by spojrzeć na nie, jednak światło, które wpadło przez okno nie było adekwatne do pogody. Nie bardzo jej się spodobało. Mimo to zrzuciła z siebie kołdrę, wystawiła jedną nogą na podłogę, która była po nocy nieco chłodna, a na jej usta wtargnął delikatny uśmiech. Usiadła w pościeli, zmierzwiła palcami włosy i postawiła na podłodze drugą nogę. Przetarła jeszcze zaspane, duże, niebieskie oczy rękoma, po czym podniosła się, przeciągnęła i wyszła z pomieszczenia. Panował tam ład i porządek pomimo kilku książek rozłożonych na biurku.  
Swe kroki skierowała do kuchni, gdzie krzątała się mama wraz ze starszym o niecałe trzy lata. Podeszła do niej i pozostawiła na jej policzku delikatny pocałunek. Matka odwróciła się do niej posyłając ciepły uśmiech. Pogładziła brata po jeszcze nieuczesanej czuprynie, a on wystawił nogę, jednak ona ominęła ją z wielką gracją. Wzięła z szafki miseczkę i zrobiła sobie w niej owsiankę.Mama spojrzała na nią lekko karcąco. 
- Już jesteś chuda, jedz więcej, bo mi się pochorujesz dziecko!- mówiła troskliwie martwiąc się o swoją najukochańszą córeczkę. 
- Mamuś, wiem ile jem. Spokojnie.- uspokajała ją za każdym razem. 
Była raczej szczupła niż chuda, ale wiadomo, troska rodzicielska. Niewysoka, ale i nie za niska, takiego średniego wzrostu. Włosy trochę za ramię, ciemne, brązowe jak czekolada. 
Jej brat był naturalnie szczupły, nie miał problemów z wagą nigdy. Ona jednak miała, bardzo dawno temu i do dnia dzisiejszego wielu rzeczy musiała sobie odmawiać, by nie dać się pokusie. Była jednak bardzo wytrwała oraz silna w swoich postanowieniach. Teraz wyglądała jak bóstwo, kiedyś dla siebie niczym potwór. Mimo to jednak była pogodna i pełna życia, lubiła sporty. Bardzo dużo pomagała matce w domu, gdyż tamta nie była już tak młoda i w pełni sił. Często po prostu skarżyła się na różne bóle, a wieczorami płakała cicho, a córka czasami razem z nią, z bezradności. 
Gdy starsza kobieta opuściła kuchnię brat zatrzymał siostrę jeszcze przez chwilę. 
- Słuchaj, mam pomysł. 
- No jaki? 
- Mam trochę oszczędzonej kasy, specjalnie dla mamy- mówił z zapałem- pomyślałem, że może zafundujemy jej masaż jakiś taki leczniczy, albo coś? 
- Wiesz? Ja też o tym pomyślałam, też mam trochę pieniędzy. 
- No, a mi z deczka brakowało. Może się zrzucimy...? 
- Ty jeszcze pytasz?- ucieszyła się. 
Kilka dni później wysłali mamę na zabiegi poprawiające kondycję i sprawność ciała. Była z tego bardzo zadowolona chociaż nie kryła zdziwienia i początkowo nie zgadzała się. Nie chciała by dzieci wydawały na nią pieniądze, bo to ona jest ich matką. Dzieciaki nie zgadzały się z nią, ale wiadomo, mama to mama. 
Kolejne dni płynęły jej na nauce i spotkaniach z przyjaciółmi. Miała ich niewielu, bo prowadziła w tym temacie selekcję,nie raz się przejechała na fałszywcach, ale chyba jak każdy. Zbyt szybko ufała. Tak sądziła. 
Później nadszedł czas ferii zimowych, zamierzała spędzić je w zaciszu domowym, nie lubiła długich wyjazdów, które okazywały się bardzo krótkie. Dwa tygodnie nie były długim okresem czasu. 
Siedziała właśnie oglądając film, gdy do drzwi ktoś zapukał. Poszła pospiesznie odrywając się od telewizora. Za nimi stał jej braciszek z kolegami. Zdziwiła się, bo miał swoje klucze, jednak on wskazał na stół, gdzie je zostawił. Uśmiechnęła się i poklepała starszego po plecach. Od razu skierowała się do kuchni, by zrobić chłopakom coś ciepłego do picia. Za oknem i drzwiami szalała zima. Mróz i śnieg uniemożliwiały robienie czegokolwiek, ale nie jej bratu. 
Satsuki razem ze znajomymi poszedł od razu do swojego pokoju na górze. Słychać dała się dość głośna muzyka i śmiechy chłopaków. Mama zeszła na dół zamykając uprzednio swoją sypialnie. Usadowiła się przed telewizorem na kanapie i oglądała film, który oglądała wcześniej Akira. 
Dziewczyna zaparzyła herbatę waniliową kolegom i bratu, a następnie zaniosła na tacy na górę. Kopnęła lekko kilkakrotnie, a jeden z kolegów, którego znała już wcześniej otworzył jej drzwi. Podziękowała i weszła odstawiając tacę na niewysokiej komodzie. Zamieniła z nimi kilka słów, po czym opuściła pokój brata zamykając za sobą drzwi. 
Hiroki, jeden z bliższych przyjaciół Satsukiego bardzo uważnie przyglądał się zgrabnej dziewczynie wychodzącej z pokoju, reszta ekipy nie omieszkała tego nie zauważyć. 
- Hiro...!- rykną śmiechem Satsuki. 
- Co? 
- Podoba ci się?
- Kto? 
- Ja..?! Nie bądź głupi i nie rób z nas palantów. Przecież widzę, jak się przyglądasz MOJEJ siostrze.- położył taki nacisk na mojej, że siostrze wydawało się prawie niesłyszalne, bezdźwięczne. Spojrzał na niego wymownie, a Hiro udał zdziwienie. Jednak po pewnym czasie i tak wszystko wyszło na jaw. Nie udało mu się nic ukryć przed panem domu, ale wyjaśnili sobie wszystko dopiero na osobności. Satsuki uśmiechnął się, bo wiedział, że Hiroki jest porządnym chłopakiem.
Gdy wszyscy się rozeszli Satsuki powiedział siostrze o zaistniałej sytuacji, a ona tylko zaczerwieniła się nic jednak nie mówiąc. Rozeszli się po pokojach. 
Kolejne kilka dni minęło tak, jak reszta. 
Pod koniec ferii Akira zaczęła spotykać się z chłopakiem z kapeli rockowej. Włosy do ramion, zadziorny, miał jeden tatuaż. Ciemne pasma często spływały luźno na kark, gdy pochylał się strojąc gitarę. W prawdzie nie Akira zaczęła tę znajomość. Chłopak podszedł do niej, gdy była z koleżankami w barze, by zjeść coś i przy okazji pogadać. Akurat miała wychodzić. On niby nie specjalnie potrącił ją i zagadał niby to z przeprosinami. Później złapał ją w szkole i tak zaczęła się ich znajomość. Satsuki niezbyt cieszył się tym, bo słyszał o nim wiele dziwnych rzeczy, a martwił się o siostrę. Miał z nią doskonały kontakt. 
Pewnego wieczora ich mama gorzej się poczuła. Było naprawdę źle. Wezwali karetkę, a sanitariusz podał jej leki rozkurczowe i przeciwbólowe, nakazał też by przyjechali następnego dnia po południu. Akira siedziała przy mamie całą noc, a Satsuki leżał w swoim łóżku, nie spał, drzwi miał otwarte i słuchał. Słuchał dokładnie każdego oddechu, każdego westchnienia. 
Pamiętał doskonale, gdy miał cztery lata, jak zmarł ojciec. Niby był małym bąkiem, ale to wydarzenie na dobre utkwiło mu w pamięci. Od tamtej pory bał się zawsze, kiedy mama gorzej się czuła. Bał się, że i ją straci. Mimo, że był już dorosły chciał czuć jej obecność fizyczną. Chciał by żyła. Ta myśl często nie dawała mu spokoju. 
Rano poszedł do pokoju mamy, a Akira spojrzała na niego czerwonymi od płaczu i zmęczenia oczyma. Powiedział, że ma iść spać i nie pójdzie dziś do szkoły. Stawiała się, bo był środek tygodnia. Nie wyperswadował jej racji, poszła do szkoły, wcześniej wkraplając sobie krople do oczu, by nie wyglądały na zmęczone. 
Na którejś przerwie złapał ją owy rockman. Zauważył, że dziewczyna nie wygląda najlepiej, mimo to zdziwił się, że jeszcze chodzi. 
- Akira, wszystko w porządku?- zapytał troskliwie i włożył jej kosmyk włosów za ucho. 
- T-tak. Dobrze. Wszystko.- powiedziała trochę roztargniona wymuszając uśmiech. 
- Coś mi się nie wydaje. Źle wyglądasz, powinnaś iść do domu. Chodź odprowadzę cię. 
- Katsu! Nic mi nie jest. Naprawdę. Zostanę w szkole. Nic się nie martw.- odepchnęła go lekko ręką, a w jej oczach zebrały się wielkie krople łez. Opuściła głowę, by nie pokazać mu. 
Wziął ją pod ramię i zabrał do kafejki szkolnej. Usiedli w najdalszym stoliku, a on zamówił jej kawałek ciasta czekoladowego i kawę z mlekiem. Gdy postawił jej to przed nosem spojrzała na niego ze zdziwieniem i złością zarazem. On uśmiechnął się ciepło i podsunął jej talerzyk bliżej. 
Zjadła kawałek, a później Katsu wyciągnął z niej czemu wygląda dzisiaj jak śmierć i odprowadził ją do domu. Satsuki nie był w najlepszym nastroju i nie zadowoliło go bynajmniej to, że kolega Akiry przyszedł do nich. Jednak on okazał się tego dnia bardzo pomocny. Zrobił chorej matce koleżanki lekki obiad, okazało się, że jest doskonałym kucharzem. I pomógł jej ogarnąć w domu. 
Gdy Satsuki pojechał zawieźć mamę do lekarza Akira została sama z Katsu. Nie wiedziała, w zasadzie nie do końca ogarniała, co się dzieje dookoła niej, jej umysł był przyćmiony zmęczeniem. Katsu nie wiedział za bardzo, co ma ze sobą zrobić. Nie wiedział ile czasu nie będzie brata koleżanki. Poszedł do salonu, gdzie dziewczyna przysnęła na kanapie. Podniósł ją ostrożnie z sofy i na rękach zaniósł ją do jej pokoju. Obudziła się, gdy byli już przy samym łóżku. Trochę się przestraszyła,a on zacieśnił uścisk, by nie wypadła. Położył ją lekko na posłaniu, gdy przestała wierzgać. 
- Nie musiałeś.- powiedziała onieśmielona. 
- Przestań, tu ci będzie wygodniej. Lekka jesteś, więc... śpij już. Popilnuję domu do przyjazdu Satsukiego. 
Uśmiechnęła się i zakopała w pościeli. Posiedział chwilę z nią, a gdy zasnęła chciał już wyjść. Zatrzymał się jednak na progu i odwrócił, by spojrzeć ostatni raz. Podszedł do niej i pocałował ją delikatnie w usta. Otworzyła oczy, a on uśmiechnął się i odsunął. Patrzyła za nim, ale nie miała siły nic powiedzieć. On odszedł, zszedł na dół po schodach i czekał na brata kolegi, którego już szczerze nie znosił....


C.D.N :) 
~Soubi~