20 sty 2011

Ostatnio wydarzyło się kilka spraw, o których nie będę się wiele rozpisywać. Po prostu nie sądzę, by były to dobre rzeczy do pisania na blogu. 


Mój dziadek jest w szpitalu i już panikuje. Nie powiem, żebym sama się o niego nie bała, ale bez paniki. Będzie dobrze. Mam taką nadzieję. 


Piję teraz kubek kawy. Nie potrzebuję go, ale mam ochotę. W powietrzu ulatnia się słodki zapach olejku owocowego. Dzisiaj chodzi ksiądz. Dla mnie może JUŻ iść. Nie będę wredna, obiecałam sobie. 


A odchudzanie? Odchudzanie.... tak sobie. U mnie tak sobie, bo zdarza mi się wtrynić sporo, ale mam powód. To nic. Jest w miarę, nie narzekam

Nie mam weny na spójną notkę. 
Nie byłam wczoraj w szkole. Byłam z Lu:Ciel. Cieszę się z tego, że spędziłam z nią dzień. Rano powietrze było takie świeże, aż zachciało mi się oddychać nim. Musiałam zostawić okno otwarte choć na chwilę. 
          

              Raz 
Dwa
                                 Trzy
                                                  GOŁĄB! 










Opowieść może później.






EDIT: 










-Aoi! Aoi! Aoi!- wrzeszczał Daniel z drugiego końca sali, gdzie własnie odbywała się próba. Aoi spojrzał tylko w jego stronę z lekkim poirytowaniem. Tamten nadal wydzierał się na cały regulator nie zważając na innych członków zespołu próbujących się skupić to na melodii, to na strojeniu instrumentów. 
- Czy mógłbyś łaskawie... nie drzeć się.... kiedy inny pracują?- zapytał spokojnie Aoi rozciągając się odrobinę. 
- Prze...przepraszam.- szepnął Daniel. Wszyscy patrzyli na niego, jakby objawił się sam pan Bóg, kiedy nagle zaczął mówić szeptem. Obejrzał się i jeszcze bardziej speszył. 
 Po około godzinie przygotowań przyszedł czas na ostatnie poprawki do koncertu. Sala była już przyszykowana i pełna publiczności. Chłopaki malowali się za kulisami, czesali, przebierali. Mieli lekką tremę, ale to przecież nie był ich pierwszy koncert. 
Jedyną odmianą była nowa gitarzystka. Poprzedni odszedł od nich z powodów rzekomo rodzinnych, a tak naprawdę musiał przysiąść do nauki i poczuł się za dobry do kapeli. Gdy ta zaczynała zyskiwać sławę on chciał założyć kolejną i odszedł od rodzącej się, wielkiej gwiazdy. Krytycy prorokowali, że będzie większym hitem niż sam Jezus podczas swoich narodzin, co powoli dochodziło do skutku. ATIENO, bo taka była nazwa kapeli, co oznaczało z afrykańskiego 'narodzony w nocy', miała świetne rokowania, chociaż nie u każdego. Jednak członkowie zespołu byli niezwykle sumienni i pracowici, co skutkowało popularnością kapeli. 
Dziewczyna przygotowywała się w kąciku. Była już ubrana, tak jak było jej wygodnie i bardzo dobrze wyglądała. Pasował stylem do kapeli, a raczej kapela do niej. Była doskonałą gitarzystką, chociaż na casting sama się nie zgłosiła. Zgłosiła ją koleżanka, a raczej jej przyjaciółka. Sama nie wiedziała, jak to się stało, że ją przyjęli, ale była z tego zadowolona. 


Zespół wyszedł na scenę, a tłum począł szaleć. Zagrali kilka starszych utworów i jeden nowy, którego nie było jeszcze na żadnym singlu. Fani byli wielce podekscytowani i przeszczęśliwi z tego powodu. Cały koncert trwał około 5ciu godzin, licząc 3 bisy. 
Wszyscy zmęczeni i spoceni wrócili do garderoby. Po szybkim wytarciu się i przebraniu zaczęli się zbierać. Zaczynało już świtać, dochodziła piąta rano. Wszyscy byli zmęczeni. Jednak nie chcieli wracać autokarem, bo akurat grali w swoim rodzinnym mieście. 


Szli każde kawałek od siebie. Gadali, ale też śmiali się. Potykali się o własne nogi. 
Po kilku minutach marszu powoli zaczęli docierać do domów. Najpierw pierwszy gitarzysta, później basista, następnie perkusista. Został sam wokalista, czyli Aoi i ona, nowa choć już w miarę zaaklimatyzowana gitarzystka. 
- Wymiatałaś dzisiaj. Byłaś niesamowita, nie wiedziałem, że tak dobrze potrafisz grać na gitarze i szybko się uczysz piosenek. Poza tym. Wiesz? Byłaś o wiele lepsza niż nasz poprzedni gitarzysta!- powiedział z zachwytem chłopak podchodząc szybszym krokiem do dziewczyny. 
- No, dzięki. Wcale nie uważam się za jakąś bardzo dobrą, ale staram się nie przynieść wam wstydu.- odpowiedziała skromnie. On uśmiechnął się do niej, po czym opuścił głowę nie wiedząc, co powiedzieć. 
- Amit.- szepną, ale nie usłyszała, akurat zajęła się czymś innym.- Amit?- powiedział głośniej. 
- Tak?- obejrzała się na niego. 
- Daleko mieszkasz?
- No, spory kawał, a ty chyba już tu?- uśmiechnęła się. 
- Tak...- opuścił głowę.-... ale nie puszczę cię samej. 
Uśmiechnęła się tylko i przytaknęła. Robiło się jasno bardzo, bardzo powoli. Mijali pijanych ludzi, jakichś kiboli i inne dziwne typy. Jakiś mężczyzna dziwnie wyglądający zaczepił ją, ale odpyskowała mu, bo gdy była miła koleś jeszcze bardziej się przymilał. Aoi chciał interweniować, ale ona podniosła rękę, by dał spokój. Dała sobie świetnie radę sama.
Odeszli, a koleżka jeszcze pluł sobie coś pod nosem. Nie przejęli się tym znacznie, bo był kompletnie przepity. 
Gdy dotarli do jej domu był ciemny. W środku nie było nikogo. Zaprosiła kolegę do środka, zrobiła herbaty. Siedzieli i rozmawiali długo, aż wreszcie było już jasno. Chciał iść, ale ona powiedziała, że może zostać, bo ma kawałek do domu. Ledwo trzymał się na nogach. Pościeliła mu łóżko w swoim pokoju, a sama poszła do rodziców. Zamknęła drzwi wejściowe na klucz i poszła spać. Wstali późno, około trzynastej. 
Aoi poszedł do domu, ale obiecał jej, że przyjdzie jeszcze, jej rodzice wyjechali i była akurat w domu całkiem sama. Jej brat wyjechał gdzieś do pracy. 
Amit sprzątnęła cały dom, po czym chciała wyjść zrobić zakupy, a do jej drzwi zapukał właśnie Aoi. 
- O hej!- powiedział zdziwiony widząc ją gotową do wyjścia. 
- Muszę zrobić zakupy, chcesz iść ze mną czy zaczekasz tutaj?
- Mogę iść, pomogę ci.
Poszli do spożywczaka, do chemicznego i w parę innych miejsc. Kupili wszystko, co mieli, a Aoi kupił sobie pare rzeczy, które już dawno planował. Był samochodem, więc zwieźli wszystko do domu Amit. 
- Powiedz mi coś.- zaczął ostrożnie. - Nie masz na imię Amit. To tylko pseudonim.
- Tak. Tak, ale tak się podpisuję i wszyscy tak do mnie mówią. 
- Jak masz na imię? 
- Yoshi.- uśmiechnęła się ciepło. 
- Ładnie.- on odwzajemnił uśmiech.
 Zjedli razem obiad i siedzieli rozmawiając do wieczora, po czym poszli na próbę. Cały zespół był zadowolony z dziewczyny, bo to był jej pierwszy koncert w ich szeregach. Ona sama była na początku była bardzo stremowana, ale później dała się ponieść emocjom i muzyce. Wiedziała, że to jest i będzie jej żywioł. 


Rozpoczęli próbę od nastrojenia sprzętów, a później zagrali najnowszy utwór. Śpiewała w chórkach, a piosenka była fenomenalna. Wniosła coś nowego, a ona od tamtej pory śpiewała czasem z wokalistą.