6 cze 2010

Dni pod rząd

Chociaż godzina wczesna (10.43) to chcę coś napisać, bo dawno nie pisałam. Wszystkie utrudnienia spowodowane były brakiem internetu, tak po prostu.

Po pierwsze ognisko BYŁO w piątek, a nie w czwartek, ale i tak było świetnie. Poważnie, tak, to ja się jeszcze nie bawiłam. Tak Kahori, to był właśnie doskonały przykład obcego na wakacjach ze swoją obcą płcią przeciwną, chociaż nie wiem jak oni tam mają w kosmosie i czy różnią się płcią, a także noszonym jeszcze gdzieś tam w niej małym obcym. Teraz mi pasuje stwierdzenie ciało obce w organizmie. Masz rację Kahori, to był obcy, który dodatkowo się uśmiechał, dziwnie się uśmiechał. Oczy miał tak zmrużone, że nie sposób odgadnąć na co patrzył. Jeszcze mu się oberwało, ale nie wiem za co. Nie mam tak dobrego słuchu.
Połowa ze zgromadzonych, za pomocą Burego, mało nie wylądowała w wodzie, chociaż nie była ona zbyt zimna, a nawet była w miarę ciepła, nie chciałybyśmy tego zapewne.
Koleją kwestią są 'zapasy', po prostu to cośmy robili później. W sumie do dzisiaj nie zabradzo ogarniam czemy my to robiliśmy, najśmieszniejsze, że kiedy zabawa trwała udało się wciągnąć do tego dodatkowe osoby. Dobre, co?
Później Eros, Eros to grecki albo rzymski bóg miłości, więc mu się nie dziw kochana, że on też był pełen miłości, co do Ciebie. Hehe! A mówiłam, że za bardzo go rozpieśiłaś z Cuddy!?;D I tak Was kocham i Eros może się schować, bo nie ma przywilejów.
Taa, a te kiełbaski z ogniska, ale dosłownie z ogniska, z ziemi koło ogniska...? No, co? Wystarczy opłukać i później wycisnąć i jest cacy. Heej... Cuddy! Chcesz się napić? Nooo jasne!
Next... nie wiem, co. Było śmiesznie, a jeszcze jedno za to zdjęcie, aparatem Burego, ze szczerym uśmiechem, kiedy autor zostanie zdemaskowany, to zawiśnie. Nie wiem gdzie jeszcze, może w pokoju sobie nad łóżkiem powieszę? ;)
Po powrocie do domu ciasta, sprzątanie, sałatki, kotlety....zapierdziel!
To był piątek, taak.

Sobota:
Od rana sprzątanie, sprzątanie, sprzątanie. Później musiałam się trochę ogarnąć, wiem, że dopiero o godzinie 16stej. I tak nie zdążyłam, bo cały czas miałam coś do roboty, żeby nie to pewnie bym zdążyła. Jednak później udało mi się doprowadzić do wyglądu w miarę ludzkiego. Jednak dnia nie zaliczam do udanych. Nie zaliczam i nie zaliczę, choćby nie wiem, co. Martwię się o mojego kotka, Nalę, bo schudła strasznie. Mam nadzieję, że na prawdę to przez okres polowań. Mój kocio biedny.
Później taaa impreeeza wielka, na którą wpadła szanowna ONA i fajnie, że jestem powietrzem. Cholernie mi się to podoba, ale jak przychodzisz do mnie do pokoju, bo jeszcze nie wiem przez ile, ale jeszcze tu mieszkam. Żałuję, że nie zauważyłaś, ale może czas zainwestować w mocniejsze soczewki. Jeszcze jedno, nie przeproszę! I wywalone mam na to, czy będzie się ONA fochać, czy nie. Peszek.
Hmmm... później pojechali sobie gdzieś. Harun, ONA i ON. A ja sobie zostałam sama w domu. Było mi niezmiernie miło, odrobinę samotnie. Zaje....dwabiście. Kocham coś takiego, zwłaszcze, że nie umiem już być sama. Przez 18 prawie lat z kimś, a tu nagle sama. Okej, idzie się przyzwyczić i się przyzwyczaję.
To nic, że wczoraj po głowie chodziły mi różne myśli, to nic, że przez godzinę beczałam jak mały bachor i to nic, że własna siostra jest gotowa wydrapać mi oczy, żeby tylko być pupilkiem rodziców! To nic! Miło mi, że mnie wykablowałaś, że się spóźniłam! Cieszę się, że nikt tego nie odkrył, bo takie było moje zamierzenie, ale żeby nie to, zawsze musi się coś stać, żeby spieprzyć moje plany. TO NIC!

A na koniec też już nic.