22 kwi 2010

`Dowód`

Tak zauważyłam, że w moim popieprzonym życiu nie ma wielkiej chronbologii. Wszystko leci swoim własnym torem, nawet ja nie wiem jakim. Nawet jak nie chcę żeby coś się zdarzyło, to i tak nie zależy ode mnie...i tak się dzieje. Uważam jednak, że jeśli czegoś się bardzo chce prędzej czy później to się spełni. Zazwyczaj później, a to jednak śmieszne, nie?

Mimo wszystko chcę wrócić do poprzedniego stanu, kiedy wszystko było łatwe, bo nie było problemów, bo wszystko było dobrze, a na to, co mnie martwiło potrafiłam powiedzieć 'olewam'. Teraz coś nie mogę, ale staram się... wciąż próbuję. Powoli, kur*a! jak bardzo powoli to wszystko musi iść. Jak ja tego nie znoszę! Życie na tempo szybsze niż prędkość światła, a ja poruszam sie w nim tak mozolnie. Czuje się taaka malutka! No, trudno...

       Teraz wiem, że może mi pomożesz.           

A dzisiaj kłóciłam się z księdzem... Jak z księdzem, to pewnie o wiarę. Tak, o wiarę, bo on się nie zna. Chrzani nam swoje śmieszne kazania, a tak na prawdę nic nie wie, nie wie nic o nas, a tym bardziej o sobie. Jak się dowie, to możemy wtedy pogadać, no problem.
Poza tym boli mnie to, że ludzie stawiają sobie i innym tyle obietnic. Tak, wiem po polsku napisane, stawianie obietnic, ale taka jest prawda. Obiecują, obiecują i obiecują... a na tym się kończy i nic z tym nie robią. W sumie, po co?

Koniec, nie będę narzekać. Nie na tym życie polega. Trzeba się zebrać do kupy (bo w kupie siła) i wrócić do normy.
No i nawet mam dziś wenę, dobrze mi się rysuje. Mam na to dowody!



Dziękuję Ci Kahori, za to, że jesteś :*
A Ty Harun, wiesz co myślę, póki mamy jeden pokój :*