Jestem przerażona, jestem po prostu przerażona. Dziś dzień matki i wszystko byłoby okej, gdyby nie to, że jutro wywiadówka. Mogłam jechać do Gdańska na Uniwersytet, ale nie... koleżanka nie zaniosła kartki w przeszły czwartek, a dyrektorek powiedział, że i tak byśmy nie pojechały. Przez moment miałam szanse uciec od tego cholernego dnia, ale to juz było. Dzisiaj przeraża mnie wszystko. Myślę o swojej przyszłości, o tym, co chciałabym robić, że mogę się nie dostać na studia. Teraz się boję, boję się tego. Zostało zbyt mało czasu by się zastanawiać, cholera. Może zostało zbyt mało czasu, by wziąć się do roboty? Jednak chyba czas zacząć. Czas ograniczyć trochę przyjemności i wziąć się ostro, chociaż po to, by znów się nie czepiali.
I niby uczę się dla siebie, ale jeśli tak jest, to dlaczego będą na mnie patrzeć takim wzrokiem jakbym zniszczyła wszystko? Ja wiem, co to bedzie. Wiem doskonale, że coś się skończy, bo tylko na to ich stać, a przez caly dzień zapytają jak w szkole i jakie oceny. Co mam powiedzieć? 'Tato, mamo dostałam dzisiaj dwóję z biologii, ale poprawię.', wiem, że padłoby tylko 'Nie masz czasu na naukę?! To ja ci kur*a znajdę czas!'. Nieźle, nieźle.
No i jeszcze te godziny nieusprawiedliwione. Mamo, tato błagam....LITOŚCI. Nie chciałam, nie chciałam.
Mam w sumie do nich pretensje, że nie chodzili na wywiadówki, bo może gdyby chodzili szło by mi lepiej. Wiedziałabym, że przecież idą na wywiadówkę i trzeba się jakoś pokazać, ale nie. Mama pracuje, tata pracuje albo mu się nie chce. Widać po ocenach. Teraz mam nadzieję, może to dziwne, ale mam nadzieję, że będą chodzić na te cholerne wywiadówki, niech chodzą. Mam motywację! Jeśli nie, to wiem, że napewno nie dam rady się podciagnąć.
A teraz idę się uczyć z angielskiego. Później przeczytam z polskiego, a na sam koniec może zrobię notatki z biologii już?
Dostałam właśnie pączki, są pyszne. Dziękuję, ale i tak chce mi sie płakać. To boli.
T_T